Vogue: historia mody na zdjęciach
Fotografia mody, 2006-10-04 12:57
Magazyn Vogue nie jest, jak wiadomo, pismem fotograficznym, a jednak miał on (i ma do dziś!) ogromny wpływ na dzieje światowej fotografii. Annie Leibovitz powiedziała kiedyś: „Nie jestem fotografem mody, ale o zrobieniu sesji dla Vogue’a marzy przecież każdy…”
Pierwszy numer magazynu ukazał się we wrześniu 1916 roku. Wtedy jeszcze okładki zdobiły grafiki i rysunki, a sesje mody przypominały zdjęcia katalogowe.
Vogue narodził się w głowach pracowników powstałego w 1915 roku w Nowym Jorku wydawnictwa Condé Nast i, mimo że dziś to wydawnictwo jest jednym z najpotężniejszych na świecie, właśnie pismo o modzie nadal jest jego flagowym osiągnięciem.
Vogue od razu stał się sukcesem, a po latach Wielkiego Kryzysu i II wojnie światowej, gdy ludzie bardzo chcieli wrócić do „normalnego życia” był wręcz uwielbiany. Pokazywał piękny świat bez biedoty i głodu, bez ofiar wojny i zrozpaczonych rodzin. A tego właśnie ludzie potrzebowali.
Wiele razy wtedy i dziś także Vogue (i inne, podobne mu magazyny), są oskarżane o promocję pustego blichtru, sztuczności, konsumpcjonizmu. O kreowanie mody na wieczną młodość i urodę, której nie można osiągnąć bez zabiegów chirurgicznych. Jednak ani wydawcy, ani czytelnicy zdają się ta krytyką za bardzo nie przejmować.
W czym tkwi sukces Vogue’a? Bo nie ma wątpliwości, że ze wszystkich modowych pism to właśnie ono jest najważniejsze i tak naprawdę wciąż bezkonkurencyjne. Vogue to pismo z górnej półki – Elle, Glamour i inne podobne magazyny są skierowane do kobiet samodzielnych, mieszkających w dużych miastach, jednak Vogue uderza wyżej – pokazuje produkty super-luksusowe, nie pisze o strojach czy kosmetykach, jakie można kupić w zwykłych sklepach. Świat w Vogue’a dla większości kobiet na świecie pozostanie światem niedostępnym. I może to właśnie jest tak pociągające?
Nie mamy tu miejsca na analizę sukcesu pisma z punku widzenia marketingowego i wydawniczego, ale z całą pewnością jednym z najważniejszych punktów wizerunku Vogue’a są zdjęcia. To współpraca z najlepszymi fotografami (lub odkrywanie wielkich talentów) jest wyróżnikiem pisma; zawsze wiadomo, że w każdym numerze sesja mody lub portrety gwiazd będą na najwyższym fotograficznym poziomie – świetnie zrobione, ale też oryginalne, ciekawe, świeże.
Dziś magazyn ma 14 różnych wydań na całym świecie (wciąż nie mamy wydania polskiego, podobno w naszym kraju wciąż za mało liczna jest grupa bogaczy i snobów). Każde z tych wydań nieco się od siebie różni, jednak pracujący dla wydawnictwa fotografowie na całym świecie są ci sami.
Lista autorów zdjęć jest długa, nie ma sensu wymieniać wszystkich twórców, ograniczmy się więc do tych, którzy także według samych redaktorów Vogue’a mają dla niego największe zasługi.
Richard Avedon pracował dla pisma już w latach 50., w kolejnej dekadzie był w nim głównym fotografem. O twórcy można przeczytać w dziale Ludzie.
Obok niego jednym tchem wymieniany jest Helmut Newton.
Vogue (i nie tylko) w jednym, 2004 roku poniósł podwójną stratę – obaj najsławniejsi fotografowie zmarli, będąc tak naprawdę w sile wieku i możliwości twórczych.
Newton urodził się w 1930 roku, w rodzinie niemieckich Żydów w Berlinie. Z powodu rozwoju nazizmu wyemigrowali oni do USA, gdzie też zaczęła się kariera fotografa.
W 1952 roku Newton podpisał pierwszy kontrakt z Vogue i te pierwsze zdjęcia od razu stały się kwintesencją jego stylu. Kontrowersyjne, odważne, bardzo silnie erotyczne fotografie – to ulubiona forma Niemca.
Daily Telegraph pisał kiedyś o Newtonie że wyprowadził fotografię mody z purytańskich okowów i postawił na granicy pornografii. Kobiety na zdjęciach Helmuta – nawet jeśli gotują obiad albo sprzątają – są silne, władcze, dominujące. Eksponują swoja nagość, jednak nawet to jest objawem ich pewności siebie i siły. Sesje mody, teoretycznie przecież skoncentrowane na strojach, także zawsze nosiły znamiona erotyczne, Newton potrafił tak zaaranżować scenę na zdjęciu, że szczelnie okryta płaszczem modelka wzbudzała fizyczne pożądanie lub gęstą od namiętności atmosferę.
Po rozpoczęciu współpracy z amerykańskim wydaniem Vogue’a, Newton wyjechał do Londynu, robić zdjęcia także dla wersji brytyjskiej. I właśnie Wielka Brytania okazała się jedynym krajem, w którym jego sposób fotografowania „nie przyjął się” – praca na Wyspach nie trwała więc długo. W 1961 roku Newton zaczął pracować dla francuskiego Vogue’a – i tam już znów zaczął odnosić sukcesy. Jest autorem dziesiątków sesji mody oraz cykli portretów znanych osób, o których Vogue pisał. Ukazywały się one przez lata w większości wydań pisma.
Kolejnym bardzo ważnym fotografem Vogue’a jest Mario Testino. Dziś główny autor zdjęć dla pisma, także przez nie został wypromowany.
Urodził się w 1954 roku w stolicy Peru, Limie. W 1976 roku przyjechał do Londynu i zaczął walczyć o pracę fotografa. Plotka głosi, że sprzedawał swoje zdjęcia każdemu, kto był zainteresowany, za jedną stawkę: 25 funtów.
Jego styl, który z resztą widoczny jest do dziś, tak się spodobał, że Testino wkrótce zaczął dostawać coraz lepsze zlecenia (wtedy też oczywiście wzrosła stawka za jego zdjęcia). W latach 90. Testino miał już na koncie sesje zrobione Madonnie, Księżnej Dianie i wszystkim najbardziej znanym modelkom na świecie. Zdjęcia reklamowe, które robi, także dobiera starannie – najchętniej fotografuje właśnie dla domów mody. Versace, Gucci, Burberry – to jego stali klienci.
Dlaczego właśnie jego zdjęcia spodobały się tak bardzo, ze Vogue zaproponował mu stałą współpracę? Testino uwielbia, jak wszystko lśni, błyszczy i mieni się kolorami. Jego zdjęcia często aranżowane są w egzotycznych, barwnych miejscach, dobiera modelki o wyrazistej urodzie, umiejąc ją też wyśmienicie podkreślić (jego ulubienicą jest Kate Moss). Takie zdjęcia idealnie pasują do wyidealizowanego świata, który kreuje Vogue; na stronach magazynu rzucają się w oczy kolorami, odrealnioną scenografią i urodą, która nikogo nie bulwersuje, a raczej zachwyca.
Dziś pozycja Testino wśród współpracowników Vogue’a jest tak wysoka, że do każdego jubileuszowego lub specjalnego numeru (a takie są zawsze najstaranniej przygotowywane) to właśnie on robi zdjęcia.
Dowodem na odwagę fotoedytorów Vogue’a jest współpraca w nowojorskim twórcą, Stevenem Kleinem. To fotograf, którego zdjęcia nie pozostawiają widza obojętnymi. Klein lubi pokazywać to, co inni najchętniej by ukryli – brzydotę, intymność, brud. W bezczelny (tak często się to opisuje), bezwstydny sposób fotograf ustawia i ubiera modelki tak, by nie były piękne i eleganckie, ale żeby przykuwały uwagę, a nawet bulwersowały, czy wręcz obrzydzały. Pozornie niestaranne, jakby niedokończone zdjęcia Kleina są w rzeczywistosci ściśle przemyślane i z pewnością osiągają swój cel – pamięta się je długo.
Na koniec jeszcze jedna postać. Annie Leboviz, cytowana na początku, współpracowała (i robi to po dziś dzień) z Vogue’m wiele razy, mimo że sama wypiera się związków z fotografią mody. I to właśnie najlepiej świadczy o klasie pisma – ono już dawno przestało być po prostu kolorowym magazynem o ciuchach, a stało się wydawnictwem, z którym współpraca nobilituje.
I jednocześnie jest świetnym przykładem, że zdjęcia, choćby tak „banalne” jak sesje mody, mogą wynieść pismo na wyżyny sukcesu nie tylko finansowego, ale i kulturalno – społecznego.

20.12.2007 17:35
Świetne i inspirujące fotografie gdyby tyklo Vogue był dostępny w polsce
18.02.2008 11:25
Vogue czytam w angielskiej wersji:) inspirująca lektura. Polecam gorąco, ale chyba namawiać nie muszę:)
11.03.2008 19:21
Vogue jest dostępny w polsce tylok,że w angielskiej wersji
12.10.2008 16:00
ahh… jak ja bym chciała trafić na okładkę Vogue
20.01.2010 10:00
szkoda że tak mało Coco Chanel… Kocham stylizacja w wwwww stylu french
04.02.2010 21:00
Gdzie wpolsce można kupić angielską wersję vogue??
18.02.2010 12:24
W każdym salonie Empiku jest przynajmniej kilka różnych edycji Vogue.