Historia skradzionego pocałunku – czyli zdjęcie Roberta Doisneau
Klasyka, 2007-01-17 12:01
Są fotografowie, których nazwisko zna każdy, nie kojarząc za to konkretnych zdjęć. I odwrotnie – są zdjęcia, które zna cały świat, nie umiejąc podać nazwiska autora. “Pocałunek przed ratuszem” Roberta Doisneau należy chyba do tej drugiej grupy, choć sam fotograf też na brak sławy skarżyć się nie może.
Być może nie dla wszystkich fotografia rejestrująca szczegóły codzienności wielkich metropolii jest najciekawszym tematem, jaki można zapisać na materiale światłoczułym, czy może lepiej rzec – na matrycy. Ale na pewno fotografia Roberta Doisneau (1912-1994) nie pozwala zamknąć się w jakichś sztywnych ramach, wychodząc poza przyjęte kanony i pokazując elementy, na pozór oderwane od prawdziwego życia, a jednak to życie konstruujących.

W polu jego zainteresowań znajdowały się „zwykłe gesty zwykłych ludzi w zwykłych sytuacjach” (jak czytamy w przedmowie do jego albumu autorstwa Jeana-Claude’a Gautrand – wyd. Taschen 2005, s. 7) zaobserwowane na przedmieściach Paryża, gdzie Doisneau spędził prawie całe życie, spacerując po doskonale znanych sobie uliczkach i zaułkach.

Jego droga do sławy i odkrycia niezwykłego talentu była długa i kręta, a do tego przeplatana losami wojennymi. Najpierw fotografował paryskie ulice, potem pracował dla firmy Renault, u szczytu kariery uwieczniał modę i sławne postaci dla poczytnych czasopism, by w dojrzałym wieku powrocić znów do przedmieść swego dzieciństwa, które były dlań najwdzięczniejszym obiektem obserwacji.
Jak sam mówił: „Paryż jest teatrem, w którym płacisz za miejsce straconym czasem. A ja ciągle czekam” (tamże,15).

Co jednak tak go wyróżnia? Przede wszystkim wydaje się, że to niezwykłe poczucie humoru i życzliwość w stosunku do fotografowanych postaci, a do tego umiejętność wzbudzania w nich zaufania.
Najcześciej ukrywał się z aparatem gdzieś w bezpiecznym miejscu, by nie spłoszyć modeli obecnością kamery i nie zepsuć danej sceny. Nie jest jednak tajemnicą, że wiele obrazów sam aranżował, tym samym prowokując wybrane przez siebie postaci do odgrywania małych przedstawień przed okiem obiektywu.

Z jednym – bodajże najbardziej znanym jego autorstwa zdjęciem – wiąże się historią, która swój finał znalazła w sądzie. Ale po kolei. Po wojnie dniami Doisneau fotografował modę dla „Vouge’a”, wieczorami i nocami natomiast – jako pracownik agencji Rapho – bywalców nocnych paryskich klubów jazzowych. I oto w roku 1950 w tej samej agencji magazyn „Life” zamówił serię zdjęć ukazujących zakochane pary na ulicach miasta. Jak czytamy u Gautranda, serie pocałunków były w większości przypadków wyreżyserowane, ale w ogóle nie sprawiają wrażenia udawanych, czy nieśmiałych. Tak też powstało bodajże najbardziej rozpoznawalne zdjęcie autorstwa Doisneau – Pocałunek przed ratuszem (tytuł tłumaczony z oryginału to Pocałunek przed Hotelem Miejskim).

Był wiosenny poranek 1950 roku. W grupie przechodniów, blisko ulicznej kafejki widać całującą się parę, nieświadomą obecności innych idących, a tym bardziej fotografa. Dokładnie w czterdzieści dwa lata później, jak donosiła gazeta codzienna „Today”, w tym samym miejscu pojawiła się ta sama para – Denise i Jean-Louis Lavergne. Starsi już wówczas państwo upierali się, że to właśnie im Doisneau skradł pocałunek i stworzył jedno z najbardziej romantycznych zdjęć w historii fotografii. Domyślamy się pewnie, że w tym nagłym ujawnieniu się rzekomych modeli był ukryty – i zgoła nie artystyczny – cel: tak jest! Postanowili domagać się 50 tysięcy funtów za przywłaszczony bezceremonialnie pocałunek oraz podziału zysków z wszelkich przedruków i publikacji rzeczonego zdjęcia, zwłaszcza kiedy zrobiono z niego plakat w latach osiemdziesiątych.
Zastanawiające dlaczego państwo Lavergne tak późno postanowili starać się o te swoiste tantiemy. Otóż, jak się okazało, zobaczyli tę fotografię dokładnie w 38. rocznicę swego ślubu na okładce jakiegoś czasopisma i wtedy zdali sobie sprawę, że coś odbyło się poza ich wiedzą i zgodą, że ktoś zarobił duże pieniądze wykorzystując ich gorące uczucie. W rezultacie doszło do spotkania Doisneau z „obrabowanym” małżeństwem, na którym fotograf nie krył zdziwienia tymi roszczeniami, a to pewnie dlatego, że często spotykał się z reakcją wręcz odwrotną, to znaczy: wielu ludzi przychodziło do niego z prośbą, by ten ich uwiecznił swoją kamerą, traktując to jako zaszczyt, a nie jak zniewagę. Adwokat Doisneau udowodnił jednak, że para kochanków pozowała do zdjęcia za namową fotografa i tym samym wszelkie insynuacje zostały odrzucone. W ten sposób staruszkowie pozostali z niczym, Doisneau przez chwilę cieszył się złą sławą, ale – jak to bywa ze skandalami obyczajowymi – szybko argumenty przeciw stały się argumentami za i całe zamieszanie wokół Pocałunku przed ratuszem tylko przydało entuzjastów fotografowi o dobrodusznym spojrzeniu, który w dwa lata po całej aferze, umarł, dokładnie 1. kwietnia – jakby do końca zachowujac swoiste poczucie humoru.
Ilona Wiśniewska – Weiss

26.01.2007 17:01
Do autorki: nie znam tego fotografa, ale chętnie obejrzę jego inne zdjęcia po tym artykule. Czy w Polsce jest dostępny album z jego zdjęciami?
29.01.2007 00:46
“nie znam tego fotografa” .. to mniej wiecej tak jakby powiedziec ze “nie wiedzialem ze w papiez mieszka w Watykanie” … zatrwazajaca jest niewiedza klasyki fotografii wsrod ludzi
28.07.2007 21:01
zabawny komentarz, a ja uważam że zatrważające to jest zarozumialstwo wśród ludzi, każdy może w międzyczasie sprawdzić w necie kim był wyżej wymieniony fotograf i udawać potem znawce podpisując się w dodatku anonimowo; natomiast nie każdego stać na szczerość ,przyznanie się do niewiedzy i podpis.
kontynuując wielu ludzi wie gdzie mieszka papiez, niewielu czytalo jego ksiązki od deski do deski.
25.10.2007 17:36
W Polsce jest podstępny m.in. album Parys Mon Amour wydawnictwa Taschen, który to zawiera sporo fotografii Roberta Doisneau, ale zawiera również masę doskonałych zdjęć innych autorów: Helmut Newton, Sabine Weiss, William Klein Philippe Gautrand i wielu innych wybitnych.. osobiście serdecznie polecam świetna pozycja. Pozdrawiam
29.12.2007 16:09
Szczerze powiedziawszy to ja też niezbyt wiedziałam o istnieniu tego fotografa. a interesuje się fotografowaniem jakiś czas. Mam nawet potężną Antologie fotografii i nie mogłam tam znaleźć tego twórcy.
30.12.2007 18:23
2- 3 lata temu była wystawa fotografii R. Doisneau w krakowskiej Mangghce (?). Może wydali jakiś katalog
23.12.2008 14:24
śmieszne jest to, ze ktos kto sie interesuje fotografia mysli, ze kazdy musi sie na tym znac! a moze zatrwazajace jest to, ze nie wiesz jaki jest kat smigla w samolocie. przeciez to jest tak oczywiste… zalosne sa takie komentarze.. czlowiek uczy sie przez cale zycie i nie musi od urodzenia znac sie na klasykach fotografii…..
08.02.2010 13:53
Proponuję zajrzeć do wydawnictwa TASCHEN.
Ten artykuł cytuje właśnie jedną z książek tego wydawnictwa.
Pozdrawiam.