Chris Niedenthal – “13/12. Polska stanu wojennego”
Kiosk, 2006-11-21 14:11
Nie trzeba się interesować fotografią, by znać to zdjęcie-ikonę: warszawskie kino Moskwa z afiszem filmu “Czas Apokaplipsy”, a przed nim czołgi – niestety prawdziwe, nie filmowe. To zdjęcie stało się symbolem nie tylko stanu wojennego, ale w ogóle całych ówczesnych dziejów Polski. Jego autorem jest Chris Niedenthal, Anglik, który wybrał życie w naszym kraju. Teraz czytelnicy dostają do rąk album z fotografiami Niedenthala z lat 1981 – 82.
Dziś, kiedy tak dużo mówi się o emigracji Polaków na Wyspy Brytyjskie, istotna obecność kilku Anglików w naszym kraju zyskuje nowy kontekst. Bo skoro "naszych" tak ciągnie do Londynu i okolic, a polską historię tak rewelacyjnie opisuje Norman Davies a fotografuje Chris Niedenthal, to może nasze narody łączy jakaś szczególna wspólnota?
Bo Chris Niedenthal zajmuje w polskiej fotografii miejsce szczególne, żeby nie powiedzieć wręcz mityczne. To on był pierwszym fotografem, który w październiku 1978 roku pojechał do Wadowic (dla niewtajemniczonych: to wtedy Karol Wojtyła został wybrany papieżem); to jego zdjęcia z Warszawy były pierwszymi, które pokazały stan wojenny zagranicą; Niedenthal był pierwszym zagranicznym fotografem, który dostał się na teren Stoczni Gdańskiej po rozpoczęciu strajku; wreszcie to jego zdjęcie (wspomniane wyżej, z kinem Moskwa i czołgami) jest najchętniej przywoływanym obrazem tamtych lat.
A – co najciekawsze – większość fotografii z lat 1981-81 nie była dotąd w ogóle publikowana w Polsce. Dlatego teraz, otrzymując album "13/12" nie tylko możemy wrócić do ówczesnych wydarzeń, ale też po prostu wreszcie zobaczyć, jak widział je cudzoziemiec.
- Miałem wtedy 31 lat. Byłem świadkiem stanu wojennego od samego początku do końca. Zdjęcia pokazane w tej książce są osobistym spojrzeniem fotoreportera na mroczny i bolesny okres współczesnej historii Polski – wspomina Chris Niedenthal.
Fotograf przyjechał do Polski "na chwilę", do dziewczyny, w 1975 roku. Chyba trudno sobie wyobrazić, co mógł czuć Anglik, przyjeżdżający w latach 70. z Londynu do kraju objętego totalitarnym reżimem. A jednak ta "wizyta" znacząco się przeciągnęła – bo trwa do dziś. I tak rok po roku Niedenthal dokumentował losy kraju nad Wisłą, a powstałe zdjęcia ukazywały się potem w zagranicznych magazynach – fotograf współpracował m.in. z amerykańskim "Newsweekiem".
Opowieści samego Niedentahala i osób z nim wówczas współpracujących o tym, jak w latach stanu wojennego się robiło zdjęcia i jak się przemycało negatywy za granicę same mogłyby się złożyć na fascynującą (i nierzadko mrożącą krew w żyłach) książkę. Wszak chodzenie po ulicy z aparatem wtedy było zakazane i tępione przez milicję. Fotografowie mieli oczywiście na to swoje sposoby, nie da się jednak ukryć, że ich działania były bardzo ryzykowne. Z tego też powodu pierwsze zdjęcia ze stanu wojennego Niedenthal przekazał przypadkowo spotkanemu na dworcu Niemcowi, by ten dowiózł je do Berlina. Gdyby przemytu dokonywał sam fotograf i został złapany - nie wpuszczono by go z powrotem do Polski.
Mimo konspiracji i wielu środków ostrożności – jak każdy, kto się swoimi działaniami jakoś wyróżniał – i Anglik miał w SB swoją teczkę. Nadany mu przez funkcjonariuszy pseudonim "Kret" Niedenthal poznał w lutym 2006, kiedy zobaczył zgromadzone przed ponad 30 laty dokumenty na swój temat. Jak wspomina we wstępie do albumu "13/12" – właśnie to zdarzenie zainspirowało go do zebrania zdjęć z lat 1981-82 i pokazania ich dziś, na chwilę przed 25. rocznicą wybuchu stanu wojennego.
Sam autor zdjęć podkreśla też, że mimo braku technologii cyfrowej, ba! nawet telefonów (13 grudnia zostały przecież wyłączone) – zdjęcia powstawały i docierały na czas do redakcji oddalonych nawet o tysiące kilometrów (czyli np. do siedziby "Newsweeka" w Nowym Jorku). "Fotografowanie kraju w tamtych mrocznych i bolesnych czasach stanowiło dla mnie, fotoreportera, niezwykłe wyzwanie" – wspomina Niedenthal.
Co jednak zobaczymy w albumie? Zobaczymy przede wszystkim zwykłych ludzi. Bo album nie opowiada o polityce, o "decyzjach na górze", o podpisywaniu wielkich dokumentów. Niedenthal pokazuje nam za to, jak Polacy w tamtych dziwnych miesiącach próbowali żyć normalnie. Zobaczymy czołgi na ulicach i wojsko pilnujące nawet kolejki po chleb; zobaczymy tłumienie przez milicję demonstracji lub uroczystści religijnych. Ale też mecz piłkarski (z drużyną Dynamo Tibilisi) i próbę Lady Punk, odbywającą się w piwnicy. Nie było wtedy nikomu do śmiechu, ale żyć trzeba było – czy formą sprzeciwu wobec władzy było to życie na przekór wydarzeniom politycznym?
– Nie będę wdawał się w żadne komentarze, tym bardziej polityczne. Ograniczam się tylko do opisania okoliczności, w jakich powstały poszczególne fotografie. Robiłem je w każdym miejscu, do którego dotarłem, ale nie byłem wszędzie, na pewno wszystkiego nie widziałem i nie zamierzam udawać, że było inaczej. Do moich zadań jako fotoreportera pracującego dla amerykańskiego „Newsweeka” należało rejestrowanie wszystkiego gdziekolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek się dało – mówi autor zdjęć.
I rzeczywiście – każdemu zdjęciu towarzyszy lakoniczna informacja, gdzie i jak powstało zdjęcie. Młoda dziewczyna w sali wykładowej, do zdjęcia podpis: "Uniwersytet Warszawski był zamknięty do 7 lutego 1982. Trzy dni po wznowieniu działalności pozwolono mi fotografować studentów". Inny przykład: sfotografowana rzeźnia, pełna mięsa. Obok od autora: "Gdzie się to wszystko podziewało? W sklepach mięsa prawie nie było. Tu, w Rawie Mazowieckiej, w Państwowych Zakładach Mięsnych haki się pod nimi uginały". Krótkie, wyzbyte aluzji czy dywagacji komentarze uzupełniają zdjęcia, nie narzucając jednak sposobu ich interpretacji – fotograf umiał doskonale wyważyć, gdzie kończy się informacja, a zaczyna osobista uwaga.
Starsi czytelnicy nad albumem "13/12" zapewne się wzruszą – bo zobaczą to, co sami przed ćwierć wiekiem robili i przeżywali. Młodsi może nie będą mogli uwierzyć, że tak się kiedyś żyło. A niezależnie od wieku każdy z albumie znajdzie po prostu świetne zdjęcia, czasem smutne, czasem śmieszne, ale bardzo prawdziwe.
AUTORZY ALBUMU:
Chris Niedenthal
Fotograf. Urodził się w 1950 w Londynie. Zawsze fascynował go kraj rodziców, dlatego w 1973 r przyjechał na krótko do Warszawy i … pozostał do dziś. Znalazł się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, by dokumentować najważniejsze wydarzenia w Polsce i pozostałych krajach bloku wschodniego. Od 1978 r współpracował z Newsweek’iem, a w czasie stanu wojennego był jego stałym fotografem. Pracował także dla Time’a, Der Spiegel, Geo, Forbes’a i innych. Jego prace były wielokrotnie nagradzane, a w 1986 r. przyniosły mu prestiżową nagrodę World Press Photo.
Maciej Buszewicz
Profesor Maciej Buszewicz (ur. 1952), grafik designer, dyplomant warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych z 1979 roku, gdzie obecnie prowadzi Pracownię Dyplomową Projektowania Książki. W latach ubiegłych prowadził również działalność pedagogiczną w zakresie projektowania graficznego za granicą. (Holandia, RFN, Turcja, USA).
W 1992 roku otworzył prywatne studio projektowe B© Grafika Wydawnicza. Zdobył ponad 20 nagród głównych w konkursie na najpiękniejszą książkę roku Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.
„13/12 Polska stanu wojennego”
Autor fotografii i komentarzy: Chris Niedenthal
Opracowanie graficzne: Maciej Buszewicz
Wydawca albumu: Edipresse Polska S.A.
www.edipresse.pl
Album dostępny w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej
Objętość: 224 strony
131 zdjęć
Cena: 120 zł (wersja polska), 150 zł (wersja angielska)
PATRONAT HONOROWY:
Lech Kaczyński, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
MECENAS ALBUMU:
Nikon Polska Sp. z o.o.
PATRONI MEDIALNI:
Radio ZET
Telewizja Polska Program 2
Przekrój

07.12.2006 23:44
Zaiste bardzo przyjazna polskiej kieszeni cena…
13.12.2006 14:46
Jaruzelski to złomiarz i czerwona świnia
16.12.2006 15:18
Bylam w samym srodku tego wszystkiego nie w Warszawie.Szkoda ze ludzie o tym wszystkim zapominaja i nie raz slyszy sie ze za komuny bylo dobrze M
19.05.2007 08:15
a ja w tym czasie sluzylem w wojsku w poznaniu.pamietam jak dzis alarm o 1.00 w nocy, ktory nie byl cwiczebny, niestety.w tej nocy przezylem dylemat mego zycia, ale bylem zdecydowany od samego poczatku skierowac moj karabin w kierunku wydajacego rozkaz jego uzycia, mimo otrzymania 100% nabojow ze sciezka swietlna, nizbym mial go uzyc przeciwko slusznie protestujacym ludziom. na szczescie takiego rozkazu nigdy nie otrzymalem, dlatego jeszcze dzisiaj zyje.