Home  O fotalu  Kontakt  Mapa portalu  RSS 

Zdjęcia Sandy Skoglund, czyli zwykłe mieszkania, w których nic nie jest normalne

Fotografia wnętrz, 2007-01-08 11:51

Na zdjęciach Amerykanki wszystko wygląda normalnie, ale nic nie jest tak, jak być powinno. W zwykłej, szarej kuchni grasuje stado wściekle zielonych kotów; w pokoju dziecięcym unosi się rój pomarańczowych ryb. W zwyczajnych, każdemu znanych wnętrzach – dzięki działaniom fotografki – rozgrywają się sceny, które trudno racjonalnie pojąć.

Sandy urodziła się w 1946 roku w miejscowości Quincy, w stanie Massachusetts.
Studiowała równolegle dwa kierunki – historię sztuki i malarstwo. Przez rok uczyła się w Paryżu – m.in. na Sorbonie; w 1969 ukończyła dodatkowo studia na Uniwersytecie Iowa – tam poznała tajniki technik drukarskich, sztuki filmowej oraz multimediów. W 1972 roku Sandy została dyplomowaną malarką.
W tym samym roku przeniosła się do Nowego Jorku, w którym rozpoczęła karierę jako artystka konceptualna. Taki nurt sztuki wiąże się często w tworzeniem rzeczy ulotnych, z akcjami, których nie da się powtórzyć, których nie są w stanie zobaczyć wszyscy zainteresowani i które wymagają często różnie jak sam efekt istotnych przygotowań. W związku z tym Sandy zaczęła uczyć się fotografii – by za jej pomocą tworzyć dokumentacje własnych działań artystycznych. Jak widać więc początkowo fotografia miała pełnić w twórczości Skoglund funkcję utylitarną, miała być tylko zapisem całkiem innych realizacji.

Poza działalnością artystyczną Sandy zaraz po studiach zaczęła wykładać na uczelniach artystycznych, co zresztą robi do dziś. Z czasem do dziedzin, których uczyła od początku (instalacje i multimedia) dołączyła także fotografia.

Początkowo twórczość Sandy związana była głównie z malarstwem. Malowała ona martwe natury – kompozycje z na różne sposoby przetworzonych produktów spożywczych. Kolejnym krokiem było zajęcie się instalacją, czyli formami przestrzennymi, aranżowaniem już nie tylko płótna obrazu, ale całych sal galerii. Od dokumentacji takich scenografii był już tylko krok do aranżowania przestrzeni na potrzeby fotografii.
Można więc powiedzieć, że w przypadku Sandy Skoglund droga do bycia fotografką była nieco odwrócona. Bo artystka najpierw tworzyła zdjęcia, które były tylko dokumentacją innych dzieł, z czasem dopiero doszła ona do wniosku, że także poprzez samą fotografię można się wypowiadać.

Jak już zostało powiedziane, Sandy już wcześniej zajmowała się instalacjami, kompozycjami przestrzennymi, dlatego w momencie, gdy do swojej twórczości włączyła fotografię, to i tam zaczęła stosować aranżacje. Dziś jej styl pracy jest równie znany jak same zdjęcia, bo – nie da się ukryć – jest bardzo imponujący.
Nad stworzeniem scenografii do jednego zdjęcia fotografka pracuje pół roku – tyle trwa proces dopracowania projektu oraz jego wykonanie. Bo każde zdjęcie pokazuje realnie istniejącą scenografię – nie jest montażem, nie powstaje w komputerze – każde wnętrze ze zdjęcia Skoglund istniało naprawdę!
Artystka buduje je przez 6 miesięcy, następnie poświęca jeden (tylko jeden!) dzień na wykonanie zdjęć (nie powstaje ich nigdy więcej niż 30 – są to różne wersje tego samego ujęcia, w efekcie i tak zaakceptowane będzie tylko jedno), aby na drugi dzień całą pieczołowicie budowaną scenografię rozebrać, zdemontować.

Właściwie wszystkie zdjęcia Sandy rozgrywają się we wnętrzach – i zazwyczaj są to najzwyklejsze wnętrza mieszkalne – pokój, łazienka, kuchnia itp. Wnętrza o banalnym wystroju i standardowym wyposażeniu jednak pod okiem artystki przemieniają się w zupełnie surrealistyczne światy. Trzeba od razu zaznaczyć jednak, że Skoglund nie stosuje do osiągnięcia tego celu jakiś wyszukanych metod. Nie zdarzyło się, żeby Sandy posłużyła się na zdjęciu czymś, co nie było by znane z życia codziennego, użyła wyszukanych i niezwykłych rekwizytów.
Wystarczy spojrzeć na te zdjęcia – całe ich odrealnienie polega na zaburzeniu kolorów oraz na surrealistycznych działaniach ich bohaterów.
Bo każde zdjęcia ma swoich aktorów – zazwyczaj są to i ludzie, i zwierzęta. Co ciekawe – jeśli na fotografii pojawiają się zwierzęta, ludzie pełnią na nich rolę sztafażu, tła -  nie grają głównych ról.
Bohaterowie zdjęć Skoglund zdają się nie zdawać sobie sprawy z tego, w jak dziwnych okolicznościach przebywają – najczęściej zachowują się normalnie – jak by latające wokół złote rybki lub oblepiający ich popcorn były czymś absolutnie normalnym. Żadne – choćby najdziwaczniejsze – zdarzenia nie robią na nich wrażenia. Robią za to na widzach – wprowadzając ich najpierw w stan osłupienia, żeby po chwili wciągnąć ich w ten wykreowany, szalony, surrealistyczny świat.

Anna Cymer

Skomentuj