Wywiad z Marcinem Bójko redaktorem naczelnym DIGITAL FOTO VIDEO
Felieton, 2007-07-30 18:19
Do niedawna jeden z redaktorów naczelnych Chip Foto-Video digital, obecnie współtwórca nowego pisma Digital Foto Video, które się ukaże pod koniec września.
“Bardzo
podoba mi się zdanie wypowiedziane przez bohatera filmu Notting
Hill: „Dzisiejsze gazety wyściełają jutrzejsze kubły na
śmieci”. – słowa Marcina Bójko, któremu pozwoliłam
sobie zadać kilka pytań. Przychylnych? Niewygodnych? Oceńcie sami.
Jak
sam mówi o sobie “raptem dziennikarz naukowy”, udzielający
się dla znanych pism jak “Dziennik”, “Newsweek”, “Ozon”
“Zoom”i wielu innych. Do niedawna jeden z redaktorów
naczelnych Chip Foto-Video digital, obecnie współtwórca
nowego pisma Digital Foto Video, które się ukaże pod koniec
września.
Monika
Kijo: Panie Marcinie, internet zasypuje nas mnóstwem
informacji dotyczących Pana działalności: współpracownik
miesięcznika komputerowego "Bajtek", rok 2000 pracownik
działu nauki w "Gazecie Wyborczej". Następnie:magazyn
"Komputer", 2003 r. "Newsweek", 2004 "Zoom",
2005 "Ozon", 2006 "Dziennik", redakcja „Chip
Foto-Video digital”. Nie za dużo tego? 36-letni mężczyzna,
dziennikarz, naukowiec, indywiduum? Z jednej strony pozazdrościć
tylu osiągnięć w tak młodym wieku z drugiej zaś wypadałoby
współczuć wyrzeczeń i poświęceń, które wymagane
były po drodze. Dużo tego było?
Marcin
Bójko: Szczególnie z tych określeń podoba mi się
„indywiduum”. Naukowcem nie jestem, raptem dziennikarzem
naukowym, a to wielka różnica. Rzeczywiście dużo tego, ale
nie czuję, żebym zrobił jakąś zawrotną karierę. Z jednej
strony rzeczywiście mam na koncie największe tytuły prasowe w
naszym kraju, z drugiej strony prasa to bardzo ulotna materia. Bardzo
podoba mi się zdanie wypowiedziane przez bohatera filmu Notting
Hill: „Dzisiejsze gazety wyściełają jutrzejsze kubły na
śmieci”.
Właśnie
zbliża się wielkimi krokami dwudziestolecie matury i zaczynamy
odświeżać znajomości z klasy licealnej. Koledzy są lekarzami,
menadżerami wielkich firm, wysokimi urzędnikami w Narodowym Banku
Polskim, część porobiła doktoraty. A ja w tej chwili jestem
redaktorem naczelnym nieistniejącego (dziś) miesięcznika dla
hobbystów.
Z
drugiej strony miesięcznik dla hobbystów to najtrwalsza
materia prasowa. Z kontaktów z czytelnikami dowiaduję się,
że trzymają wszystkie numery, od pierwszego – tu mam największą
pewność, że moja praca nie wściele kubła na śmieci.
Pyta
pani o wyrzeczenia – nie czuję, żebym jakoś bardzo szczególnie
wyrzekał się czegoś. Jeremi Przybora pytany kiedyś o to skąd
czerpał natchnienie do pracy twórczej odpowiedział, że
nigdy nie miał czasu na natchnienie bo zaprzątała jego głowę
potrzeba zdobywania pieniędzy na życie. Ja podobnie – mam rodzinę
do utrzymania więc szukam pracy. Jakoś pisanie wychodzi mi
najlepiej, a to w sumie praca, która nie wymaga wielu
wyrzeczeń, przynajmniej w dziennikarstwie naukowo-technicznym.
Koledzy po fachu z Rosji czy Białorusi mają znacznie gorzej.
Reporterzy wojenni też mają ciężki kawałek chleba. Nasi rodacy
wyjeżdżający do Anglii żeby zarabiać na utrzymanie rodziny –
oni doświadczają wyrzeczeń. Ja nigdy nie planowałem jakoś
szczególnie mocno swojej kariery, po prostu pisałem. A – tu
zdradzę tajemnicę kuchni redaktorskiej – w fachu dziennikarskim
łatwo znaleźć wielu chętnych, ale trudno znaleźć takich którzy
piszą regularnie. Tu raczej trzeba cierpliwości, niż wyrzeczeń.
W
swojej karierze miałem dwa takie momenty kiedy było bardzo ciężko:
gdy pracowałem w Gazecie Wyborczej i w Dzienniku na stanowiskach
redaktorskich. To jest autentycznie ciężki zasuw, zwłaszcza gdy
rusza nowe pismo jakim był Dziennik. Z czasem człowiek uczy się
odcinać wszystko co nie prowadzi do celu jakim jest wydanie
kolejnego numeru. Dzień po dniu. Nie ma wolnych dni wtedy kiedy je
mają normalni ludzie, bo w gazecie codziennej praca nad
poniedziałkowym wydaniem wre w niedzielę. Gdy cała Polska wyjeżdża
na długi weekend majowy my musimy 1 i 3 maja przychodzić do
redakcji bo 2 i 4 gazeta jest w kioskach. Jeśli czegoś się
wyrzekałem to tego stylu życia, kiedy człowiek wychodzi do pracy
gdy dzieci jeszcze śpią i wraca gdy już śpią. W Dzienniku
miewałem takie miesiące kiedy dzieciaki widywałem w soboty. CHIP
Foto Video było zbawieniem. Więc raczej uciekam od wyrzeczeń w
swojej karierze. Mało to heroiczne, ale prawdziwe.
Zresztą
kariery też nie planowałem. To nie było tak, że miałem wypisaną
ścieżkę kariery: kończę studia, idę do Gazety, potem będzie
Newsweek, potem Ozon… Wiedziałem tylko jedno: muszę spróbować
popracować jako dziennikarz, bo moi rodzice byli dziennikarzami.
Jeśli mi się nie spodoba, będę robił co innego, ale jeśli nie
spróbuję to będę całe życie żałował. Spróbowałem
i… jakoś idzie.
M.K.
:Średnia zmian stanowiska pracy w poszczególnych pismach
wynosi u Pana około roku. Czy to jakaś wytyczna w karierze? Nie
dłużej niżeli rok w jednym miejscu (piśmie)?
M.B.
: Broń Boże. O zmianie miejsca często decydowano za mnie.
„Komputer” (dodatek do Wyborczej), „Ozon” i „CHIP Foto
Video” zostały zamknięte przez wydawców. Jakoś tak zawsze
mam pecha, że gdy znajdę fajne miejsce pracy to jest ono zamykane
przez wydawcę. Ostatnim razem prezes Vogla gdy zamykał CHIP Foto
Video digital powiedział: dam ci wymówienie, bo i tak sobie
poradzisz. Gdy odchodziłem z „Dziennika” Robert Krasowski,
redaktor naczelny, powiedział, że zawszę mogę wrócić. Nie
wiem oczywiście, czy dziś by mnie przyjął, ale stwierdziłem, że
nie poddam się bez walki, bo pismo które prowadziłem było
zbyt fajne, a zespół zbyt dobry, żeby tak machnąć ręką i
szukać pracy gdzie indziej. I mam ogromną nadzieję, że tym razem
średnią trafi szlag i w Digital Foto Video będę pracował długo.
Bardzo długo. To takie moje wielkie marzenie, bo już i ja, i moja
rodzina jesteśmy zmęczeni ciągłą zmianą pracy.
M.K.
:Internauci na forum Foto Video Digital jak i prenumeratorzy
pisma "Chip Foto-Video digital" wypowiadają się o Panu
bardzo pozytywnie. Mnie najbardziej spodobało się zdanie, które
pozwolę sobie przytoczyć:"Redaktor naczelny to tylko tak
poważnie się pisze, a w rozmowie spoko człowiek", tak
odbierają Pana inni. A za jaką osobę sam Pan siebie uważa?
M.B.
: Trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Bardzo podoba mi się
opinia wyrażona przez byłego prenumeratora „CHIP Foto Video
digital”, cieszę się, że na nią zasłużyłem krótką
rozmową telefoniczną, bo tak chciałbym być odbierany.
M.K.
:Mikołaj Komar (redaktor naczelny "A4") w wywiadzie z
Anną Cymer powiedział: "Zdjęcia to najmocniejszy i
najtrwalszy nośnik mody". Jak zatem Pan postrzega fotografię w
znaczeniu adekwatnym do pism, z którymi Pan wcześniej
współpracował?
M.B.
: Uff, no taki erudytą nie jestem, żeby wymyślić aż tak
skomplikowane określenie na zdjęcia. W pismach w których
pracuję zdjęcia zawsze były bardzo ważnym elementem. Bardzo dużo
prawdy jest w powiedzeniu, że jedno zdjęcie to więcej niż tysiąc
słów. Zdjęcia przemawiają do nas szybciej niż słowa. To
szczególnie mocno widać w salonach prasowych gdy ludzie
przeglądają czasopisma. Z reguły szybko je kartkują i podejmują
decyzję: kupuję. Co do nich przemówiło – założę się,
że zdjęcia, obrazy a nie pięknie cyzelowane słowa. Zdjęcia są
nośnikiem treści i tworzywem z którego budowana jest gazeta.
Więc są dla mnie narzędziem budowania przekazu, podobnie jak
słowo, które im towarzyszy.
Magazyn
który obecnie tworzę jest jeszcze bardziej zakręcony, bo tu
wszystko kręci się wokół zdjęć. Pokazujemy zdjęcia z
wielu powodów: bo są ładne (to bardzo dobry powód),
bo są dowodem na potwierdzenie naszych słów gdy testujemy
aparaty, bo są tworzywem dla Photoshopa i wreszcie są zdjęcia
pokazujące jak robić zdjęcia.
M.K.
: Chip Foto-Video digital – mięsięcznik poświęcony fotografii
cyfrowej oraz wideofilmowi. Pierwszy numer ukazał się w czerwcu
2004 r. zaś ostatni w kwietniu 2007. Dlaczego? Bardzo dobry debiut
pisma, wzrastająca sprzedaż, jak i nakład, świadczył o popycie
na tego typu pismo. Co zatem stało się powodem decyzji dotyczącej
zamknięcia miesięcznika?
M.B.
:Przepraszam, ale to nie jest pytanie do mnie. Nie ja zamykałem
to pismo, a wydawnictwo w którym pracuję obecnie nie zamyka a
otwiera miesięcznik o fotografii. To istotna różnica.
M.K.
: Wraz z zamknięciem pisma Chip Foto-Video digital, strona
internetowa "nie poszła" w jego ślady. Wciąż istnieje i
działa. Jaki jest wkład Pana jak i całej "dawnej"
redakcji tegoż pisma w jej tworzenie? O ile takowe istnieje?
M.B.
: Mój żaden. Zespół który tworzył CHIP
Foto Video digital zaprojektował i wymyślił tę stronę, a później
żyła ona własnym życiem.
M.K.
: Z informacji udostępnionych przez Państwa wiemy, iż grupa
redakcyjna Chip Foto-Video digital nie zaprzestała swej
działalności, a jej owocem będzie mający się ukazać pod koniec
września 2007 roku, pierwszy numer pisma Digital Foto Video. Czego
zatem nasi czytelnicy, mogą dowiedzieć się na tą chwilę o
premierowym egzemplarzu pisma?
M.B.
: Że będzie co najmniej tak samo dobry jak byłby
październikowy numer pisma, które do niedawna prowadziliśmy
i które już nie istnieje. Będzie przegląd rynku i
obowiązkowy test jakiegoś ważnego aparatu – może Olympus zdąży
przysłać do testów E-510, a może jakaś inna firma do tego
czasu zadebiutuje z jakimś ciekawym aparatem. Będą oczywiście
porady dla użytkowników Photoshopa i podpowiedzi jak robić
lepsze zdjęcia. Tuż po wakacjach nie może zabraknąć i nie
zabraknie przeglądu programów do zarządzania zbiorami zdjęć.
Wszystkich
byłych czytelników chcę zapewnić, że zrobimy wszystko co w
naszej mocy, żeby wydawać takie pismo jakie lubili. Wszystkich
pasjonatów fotografii, którzy nie wiedzieli dotąd o
naszym istnieniu pokornie proszę, żeby na przełomie września i
października zajrzeli do jakiegoś saloniku prasowego, wzięli do
ręki pierwszy numer i zobaczyli czy wart jest zakupu.
M.K.
: Digital Foto Video ma być kontynuacją Chip Foto-Video
digital. Zatem czego możemy się spodziewać? Jaką "świeżością"
zostaniemy zaskoczeni?
M.B.
: Dostaliśmy trzy miesiące na zorganizowanie nowej redakcji.
Dużo pracy zajmują różne formalności i negocjacje, choćby
z dystrybutorami. Ale zespół redakcyjny ma czas żeby
zaprojektować nowy układ graficzny i uporządkować strukturę
gazety. I nad tym teraz pracujemy. Stary układ graficzny,
zaprojektowany w 2004 roku opatrzył się już – od tego czasu
zmieniła się moda i musimy nadążać za kanonami estetyki
prasowej. Z pewnością Digital Foto Video przyjemnie będzie wziąć
do ręki.
M.K.
: Jaki będzie profil pisma, cel jego istnienia, co będzie jego
głównym atutem?
M.B.
: Głównym atutem będzie to co zawsze: profesjonalny
zespół tworzący pismo. Celem istnienia będzie doradzanie
czytelnikom najpierw jaki sprzęt kupić, a potem co jak tym sprzętem
coraz lepsze zdjęcia. Profil opieramy na trzech filarach: testach
sprzętu, poradnikach i interakcji z czytelnikami.
M.K.
: W poprzednim piśmie młodzi pasjonaci, amatorzy sztuk
fotograficznej, mieli możliwość publikowania swych prac. Czy wraz
z wydaniem Digital Foto Video coś w tej sprawie się zmieni?
M.B.
: To właśnie rozumiem przez interakcję z czytelnikami. Zmieni
się w tym sensie, że więcej miejsca poświęcimy na zdjęcia
nadsyłane przez czytelników. Działy Fotoocena i Zdjęcie
miesiąca oraz konkursy cieszył się ogromną popularnością.
Ludzie lubią przysyłać swoje zdjęcia, żeby sprawdzić swoje
umiejętności. Ci mniej pewni siebie szukają pomocy i porady w
Fotoocenie, ci bardziej pewni siebie stają w szranki konkursów
by zmagać się z innymi.
M.K.
: Przeglądając fotografie umieszczone na stronie Chip
Foto-Video digital, trafiłam na notkę odnośnie pana Macieja
Duczyńskiego, którego fotografie pejzaży opisane były jako
pełne dynamizmu. Jedna z jego fotografii otrzymała miano zdjęcia
miesiąca grudzień i trafiła na okładkę tegoż wydania. Czy
Digital Foto Video również w ten sposób będzie
nagradzać tych, którzy swymi fotografiami wybijają się
ponad przeciętność?
M.B.
: Zdecydowanie tak. Z Maćkiem Duczyńskim zadzierzgnęliśmy
głębszą współpracę. Najpierw na targach w Łodzi
zorganizowaliśmy wspólnie z firmą HP mini wernisaż. A teraz
Maciek jest jednym z naszych autorów. W przyszłości zdolni
fotograficy mogą liczyć na pomoc w zorganizowaniu wystawy. Więcej
– wernisaż będzie z pewnością nagrodą w którymś z
naszych konkursów.
M.K.
: Pierwsze wydanie Chip Foto-Video digital sprzedano w prawie 16
tys. egzemplarzy, drugie zanotowano z wynikiem 23 200 sprzedanych
sztuk. Redakcja zamierza powtórzyć, czy może też pobić
wynik popularności poprzedniego pisma, które było waszym
dziełem?
M.B.
: Zdecydowanie zamierzamy pobić.
M.K.
: Fotografie, które ukażą się w piśmie Digital Foto
Video, będą wykorzystywane z nadesłań czytelników czy może
będą to fotografie profesjonalistów? A może jedno i drugie?
M.B.
: Jedno i drugie. Zdjęcia ilustrujące konkretne porady
dotyczące warsztatu fotograficznego siłą rzeczy będą robione
przez profesjonalistów, bo samych rad udzielają
profesjonaliści. O zdjęciach czytelników już mówiłem.
M.K.
: Prenumeratorzy Chip Foto-Video digital decydując się na
prenumeratę Digital Foto Video otrzymają ją w promocyjnej cenie
149 zł. za 15 egzemplarzy. Czy to nie jest przypadkiem odpowiedni
chwyt marketingowy, by zachować "starych" czytelników?
M.B.
: Określenie „chwyt marketingowy” kojarzy mi się z jakąś
brudną sztuczką służącą do naciągnięcia naiwnych klientów
na usługę o której nie mają pojęcia. Jak słynna sytuacja
po wypuszczeniu na rynek Windows 95, kiedy to pudełka z systemem
operacyjnym kupowali nawet ludzie nie posiadający komputerów,
bo zostali zwiedzeni reklamą.
Tu
jest inna sytuacja. Zespół redakcyjny jest gwarantem, że
pismo nie zmieni formuły, więc sprzedajemy coś co jest dobrze
znane i coś co lubili (bo mało kto prenumeruje nie lubiane pismo).
Prenumeratorzy zostali bardzo źle potraktowani przez Vogla –
proszę sobie wyobrazić, że do dziś znaczna część nie dostała
jeszcze zwrotu pieniędzy, a informację o tym, że nie dostaną
pisma, bo zostało zamknięte dotarła do nich z miesięcznym
opóźnieniem. Tą promocją chcemy pokazać, że nam na
naszych byłych prenumeratorach zależy. W tym sensie jest to chwyt
marketingowy, ale przyznam szczerze, że sam chciałbym być tak
chwytany…
M.K.
: Zakup jednego egzemplarza Digital Foto Video to wydatek około
15 zł. Nie za dużo jak dla przeciętnego "Kowalskiego"? A
może cena jest wygórowana, ponieważ takie właśnie będzie
pismo?
M.B.
: Oczywiście z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego
najlepiej byłoby gdyby pismo było za darmo. Niestety jest kilka
innych punktów widzenia. Pismo w tym formacie, nakładzie i na
takim poziomie poligraficznym nie utrzyma się na rynku z reklam. Nie
ma siły. Musimy zarabiać na swoje utrzymanie i nic na to nie
poradzimy. I tak nie jest źle z ceną. Będziemy jednym z tańszych
pism na rynku z dołączoną płytą CD. Z ankiet wynika, że
czytelnicy bardzo chcą mieć płytę, więc z niej nie zrezygnujemy,
a to generuje mnóstwo kosztów. Cena 14,90 to cena Foto,
które jest mniejsze, cieńsze i nie ma płyty, albo 2 zł
więcej od jeszcze mniejszego Foto Kuriera. Nie sądzę, więc żeby
to była wygórowana cena.
M.K.
: Jak ocenia Pan współczesną fotografię? Wykonaliśmy
już krok do przodu? Coś się zmieniło? Czy Polacy potrafią robić
zdjęcia?
M.B.
: Fotografia rozwija się bez przerwy. Największą rewolucję
ostatnich lat, czyli przejście na fotografię cyfrową mamy już za
sobą. Teraz gdy ktoś chce kupić aparat nie zastanawia się czy
cyfrowy, a zastanawia się jaki cyfrowy. Zwłaszcza, że ceny powoli
zaczynają normalnieć, a aparaty jakością docierają do granic
wyznaczonych przez fizykę.
Tę
rewolucję można porównać jedynie do wprowadzenia filmów
kolorowych, albo prostego aparatu dla mas skonstruowanego przez
Georga Eastmana (twórcę Kodaka), skok jakościowy jest
ogromny. Ludzie masowo fotografują i przechowują zdjęcia w
komputerach, umieszczają w internecie, wysyłają znajomym.
Fotografia cyfrowa stała się powszechna i powszednia.
A
nasi fotografowie nie mają się czego wstydzić i to na każdym
poziomie. Od kompletnego amatora po super profesjonalistę czy
artystę fotografika. Naprawdę fotografujemy na poziomie światowym.
Wspomniany już Maciek Duczyński zainteresował swoimi zdjęciami
zarówno redaktorów pism fotograficznych w Polsce jak i
w Anglii i w Niemczech. On nie jest profesjonalistą, a bardzo
zdolnym amatorem. Na tyle zdolnym, że może błyszczeć nawet za
granicą.
M.K.
: W wywiadach recepty na sukces brzmią: pokora, upór,
podążanie za najlepszymi i dużo ćwiczeń wystarczy, aby zaistnieć
w jakiejkolwiek dziedzinie. A jaka jest Pana recepta?
M.B.
: Chyba taka sama…
M.K.
: Skoro mowa o podążaniu za najlepszymi. Kogo umieściłby Pan
w czołówce najlepszych fotografów?
M.B.
: Ansel Adams – mistrz foografii czarno-białej, który w
ciemni wyczyniał takie cuda, których dziś nie jeden operator
Photoshopa nie jest w stanie powtórzyć. Galen Rowell – jeden
z pionierów fotografii "ekologicznej" – fotografował
aby przekonać ludzi do ochrony przyrody i tworzenia rezerwatów.
Klasyk glamour to oczywiście Helmut Newton, a chyba najbardziej
znany portrecista to James Stanfield. Z kolei za klasyka reportażu
należy chyba uznać Henri Cartier-Bressona.
W
imieniu portalu Fotal.pl jak i swoim, chciałam podziękować Panu
Marcinowi Bójko za łatwą i przyjemną współpracę
przy tworzeniu wywiadu.
Dziękuję.
Monika
Kijo


02.08.2007 16:29
Fajny wywiad, fajny Marcin – oby tak samo fajne było nowe pismo. Tego życzę Marcinowi, Migut Media i przede wszystkim czytelnikom!
02.08.2007 16:58
Sam jestem jednym z tych czytelników chip fvd, który posiada wszystkie numery i nie zamierza je wyrzucić. Z pewnością kupię pierwszy numer nowego wydawnictwa, jeżeli uznam, ze nie bedzie gorszy (a wcale tak sie nie zapowiada), pewnie bede jego stalym czytlnikiem.
Pozdrawiam
05.08.2007 16:43
świetny wywiad, nowa pani dziennikar się pojawiła na portalu? pozdrawiam
09.08.2007 16:33
Fajny wywiad. Sympatyczny naczelny
Nie mogę się doczekać października. Rzeczywiście na stoliku mam obfitą kupkę FVd…
14.08.2007 11:39
Miło się czyta, ten wywiad. Szkoda tylko, ze nie padlo pytanie o logotym, ktory zostal w 99% sciagniety z poprzedniej gazety, a wydawnictwo Vogel wciaz ma do niego prawa?
21.08.2007 11:15
Życzę powodzenia! Mam nadzieję, że będzie to dobre pismo – w swoim własnym interesie
23.08.2007 10:17
nie taki świetny, jak go malują. Wywiad oczywiście. Chaotyczny i sztampowy.
29.08.2007 08:16
A’propos traktowania prenumeratorów przez f-mę Vogel
Są byli prenumeratorzy, którzy nie dostali nawet informacji do tej pory…
26.09.2007 23:26
Och, jak wiele niedopowiedzeń, ile dumy z osiągnięć… Marcinie, zapomniałeś jedynie wspomnieć, że z renomy CHIP-a FVd wkład Twój i twojej Ekipy dotyczył kilku ostatnich numerów. Niby drobiazg, ale robi wielką różnicę…
29.09.2007 22:12
Ciekawa osoba, dobra gazeta, sądzę że ponownie zaprenumeruję. A swoją drogą to nie mogę pojąć jak można zamknąć gazetę która się sprzedaje. Miło ze strony p. Marcina że ciągnie ten wózek dalej. Tak trzymać…