Test hands-on lustrzanki Olympus E-400
Lustrzanki, 2006-09-18 13:57
Kilka dni po oficjalnej premierze jednej z najmniejszych lustrzanek cyfrowych świata mieliśmy szansę zapoznać się z nią nieco bliżej, choć otrzymaliśmy ją dosłownie na kilkanaście godzin. Dzięki temu możemy podzielić się naszymi pierwszymi wrażeniami z użytkowania tego modelu, z zastrzeżeniem, że nie była to jeszcze jego wersja produkcyjna.
Spis treści:
1. Ogólne informacje
2. Obiektywy, menu aparatu
3. Ocena wykonanych zdjęć
Mówiąc o pierwszych wrażeniach, ma się zazwyczaj na myśli pierwszy dzień albo nawet pierwsze kilka dni użytkowania danego urządzenia. Tym razem jednak ważny okazał się już sam pierwszy moment kontaktu z aparatem. Przedstawiciel Olympusa uprzedził mnie, że będzie to korpus wraz z dwoma obiektywami, więc byłem mocno zdziwiony, kiedy wręczył mi niewielkie nieoznakowane pudełko, mniej więcej takie, w jakich sprzedaje się kompakty cyfrowe. Korpus z jednym obiektywem jeszcze może by się od biedy tam zmieścił, ale z dwoma, zwłaszcza że drugi to telezoom? Tymczasem… w środku były: dwa obiektywy, korpus i ładowarka wraz z kablem, i jeszcze zostało sporo miejsca na wszystko, co otrzyma nabywca wersji produkcyjnej – instrukcję, sterowniki, gwarancję itd. A zatem pierwszy, najpierwotniejszy szok: to naprawdę bardzo mały aparat.

Po wzięciu do ręki
Wszystko zależy od tego, czym fotografowałeś ostatnio. Jeśli ktoś przesiądzie się na E-400 z przeciętnej wielkości kompaktu, będzie mile zdziwiony na zasadzie „bałem się, że te lustrzanki to takie wielkie, ciężkie aparaciory, do których na dłuższy spacer trzeba zabierać taczkę, a tymczasem…”. Gorzej, jeśli jesteś facetem z dłońmi jak łopaty i jeszcze ostatni miesiąc nie rozstawałeś się z Nikonem D200 z podczepionym gripem. To tak, jakbyś trzymał kawałek styropianu – nie czujesz, że coś trzymasz, dopóki nie spojrzysz na własną rękę.
Podejście do wagi jest sprawą czysto subiektywną, ale inne rzeczy można już próbować ocenić. Pierwsza sprawa to wyprofilowanie uchwytu (a raczej jego niemal całkowity brak…). Tej lustrzanki raczej nie powinno się trzymać jedną ręką, bo może z niej wyjątkowo łatwo wypaść. W porównaniu np. do nieźle zaprojektowanego pod względem ergonomii Olympusa E-500, to duży krok wstecz. Na dodatek mniej więcej na środku miejsca, które zajmuje zwykle palec wskazujący przyciskający spust migawki, zamontowano wystający metalowy uchwyt do mocowania paska. On wcale nie delikatnie przeszkadza, on wręcz utrudnia, wnerwia, irytuje i wkurza. Jak ktoś mógł coś takiego wymyślić?
I jeszcze jedna uwaga, pośrednio odnosząca się do wagi. Mechanizm lustra został słabo zrównoważony, więc wyraźnie czuć szarpnięcie aparatu podczas wykonywania zdjęcia, podobnie jak np. w kiepskim pod tym względem Canonie 20D.
Na pochwałę zasługuje za to jakość wykonania – tworzywo sztuczne, z jakiego wykonany jest korpus, wydaje się bardzo dobrej jakości. Wiele dobrych słów można powiedzieć także o gumie, którą wyłożony jest uchwyt i miejsce, na którym trzyma się kciuk prawej dłoni – naprawdę spełnia swoją rolę. Tak dobre i przemyślane jest położenie wszystkich przycisków i pokręteł – łatwo odnaleźć i odróżnić każdy przycisk jedynie za pomocą dotyku, bez patrzenia na aparat. Szczególne brawa za koło zmiany trybów fotografowania, zintegrowane z mechanizmem włączania/wyłączania aparatu. Bardzo wyraźnie daje się odczuć moment przekręcenia koła i przejście do kolejnego trybu, dzięki czemu zmiana trybu fotografowania bez patrzenia na górną ściankę E-400 jest naprawdę łatwa.






W praktyce
Wizjer… No cóż, jak się jest najmniejszą lustrzanką świata, to i wizjer nie musi imponować wielkością. I raczej nie poraża – kadrowanie ujęcia z jego pomocą jest kilka razy mniej przyjemne, niż w przypadku np. Nikona D80. Ma to niestety pewne przełożenie praktyczne – pewnych detali w kadrze po prostu nie zauważymy. Na dodatek to, co zarejestrujemy, będzie w dość wyraźnym stopniu większe i szersze (choć według parametrów wizjer pokrywa 95% kadru) – w czasie testu miałem kilka razy problem np. z latarniami, które w wizjerze nie były widoczne, a na zdjęcie jednak się „załapały”, psując kadr. Mało widoczne są także czerwone punkty informujące, na którym z trzech czujników ustawiona została ostrość.
Wbudowana lampa błyskowa oświetla równomiernie cały kadr, ma jednak dwa minusy. Po pierwsze nie podnosi się automatycznie. Po drugie, kiedy fotografujemy coś usytuowanego stosunkowo blisko i mamy założoną na standardowy zoom 14-42 mm tulipanową osłonę, jej cień może pojawić się na dole zdjęcia. Mogłaby unosić się nieco wyżej…
Testowany egzemplarz miał też bardzo czuły spust migawki. Jeśli tak samo będzie działać migawka w egzemplarzu produkcyjnym (zapewne tak), to na początku można mieć sporo problemów ze stosowaniem techniki: „ustawo ostrość, naciśnij spust do połowy, wykadruj, naciśnij do końca”. Często niechcący od razu wykonamy zdjęcie.





19.09.2006 14:56
Brak Live View to porażka, Olympus powinien iść konsekwentnie wdrażając we wszystkich produktach pewne sztandarowe rozwiązania, które stałyby się jego wizytówką, a nie czarować i skąpić.
20.09.2006 11:47
Szkoda że Olympus nie ma najwyraźniej ustalonej strategii i nie rozwija konsekwentnie linii lustrzanek dla amatorów, dla profesjonaliustów i dla zaawansowanych amatorów tylko ciągle miota się od pomysłu do pomysłu. Dlaczego nie rozwija i podtyrzymuje dobrej opinii jaką ma E 500. Dlaczego nie czyta opinii użytkowników i wypuszcza coś takiego jak E 300 Best regards
08.01.2007 15:59
Olympus daje popis w jakości wykonania DSLRów. Powszechnie uznawany za prokompaktowy E-330 mnie sie cholernie podoba,ma znakomitą ergonomię mam wrazenie jakby był “szyty” dla mnie. Parametry Olków są absolutnie wystarczające, wiele możliwości tych aparatów nigdy nie zostanie wykorzystanych, lub użytych sporadycznie. E-400 nawiązuje do starych dobrze mi znanych lustrzanek sprzed ery cyfrowej i pewnie dla takich jak ja jest skierowany.Jakimś mankamentem Olego jest zbyt wysoki poziom szumów przy Iso powyżej 400 i nadal wysoka cena.Przewaga Canona i Nikona co do jakości obrazowania nad E-400 jest za mała abym zdecydował się na ich zakup. Oli góruje jakością wykonania i zdecydowanie lepszymi obiektywami kitowymi przy ponad przeciętnej jakości obrazu.
19.09.2007 15:23
E400 okazał sie dobrą propozycją z której skorzystałem ku naprawdę mojemu zadowoleniu. Łatwa obsługa, klasowe kitowe obiektywy, bardzo dobra jakość obrazowania i przede wszystkim rozmiary i waga-to coś co jest nie do przecenienia dla turysty, zwłaszcza górskiego. Aparat nie męczy, a wręcz zachęca do pstrykania fotek. i jeszcze jedno, ów zaczep pod pasek ni jak nie utrudnia operowania prawą ręką-dziwi mnie uwaga recenzenta ganiąca takie rozwiązanie w Olympusie. Aparatowi/ma kilka wad-drobnych, ale zawsze np. za duże szumy przy ISO powyżej 1000, mały obraz w wizjerze, co nieco niweluje zakup muszli powiększającej, słaba wbudowana lampka…/ wystawiam notę 9/10pkt. a np. E500 wystawiłbym 8,5/10, czyli E400 to górna półka rzecz jasna amatorska i warta swej ceny/ kiedy to pisze cena wraz z Zuiko14-42 wynosi ok. 1850-2000zł/
24.12.2007 15:21
Małe sprostowanie do testu,lampa podnosi się automatycznie pod warunkiem że ustawimy tryb auto i włączymy lampę na jeden z jej trybów pracy.
11.02.2008 14:43
Szumy przy czułości powyżej 400 eliminują nawet najciekawsze zdjęcie.To najsłabszy punkt i wręcz porażka tego modelu.Automatyka balansu bieli sprawia często wrażenie uszkodzonej.Ten sam motyw,fotogrfowany w tym samym oświetleniu, na jednej klatce ma inną tonację a na następnej wykonanej sekundę póżniej przy identycznych ustawieniach już inną.