Sfotografować emocje. Zdjęcia Agnieszki Kubilus
Hobby, 2006-03-10 15:52
Od dziecka marzyłam o tym, żeby robić coś, co będzie sprawiało ludziom radość, wywoływało zachwyt, cieszyło albo smuciło, czasem oburzało… Tak zaczyna się opowieść Agnieszki Kubilus o jej zdjęciach…
Właściwie przypadek sprawił, że udało mi się przynajmniej w części zrealizować moje marzenia. Na co dzień pracuję jako grafik komputerowy, przygotowuję materiały reklamowe dla różnych firm, w wolnych chwilach trochę maluję, jednak moją największą pasją jest fotografia.
Lubię obserwować świat, wynajdywać w nim jakieś intrygujące szczegóły, sytuacje… Czasami żałuję, że nie mogę mieć aparatu w oczach…
Zdjęcia lubiłam robić zawsze – na początku „bawiłam się” zwykłym kompaktem. Lustrzankę pierwszy raz wzięłam do ręki „służbowo”, musiałam poznać jej budowę – tego wymagała moja praca w firmie sprzedającej sprzęt fotograficzny. Kolega fotograf zwrócił uwagę, że intuicyjnie, od pierwszego momentu prawidłowo ją trzymam – to był duży komplement i jednocześnie zachęta… Początkowo posługiwałam się wypożyczonym sprzętem – ale ten trzeba było zwracać… a to bolało.
Podjęłam decyzję o zakupie własnej lustrzanki. Mój pierwszy aparat, to amatorski Nikon F60. Po każdym weekendzie wracałam z kilkoma rolkami do wywołania… W mojej kolekcji było coraz więcej zdjęć, z których byłam zadowolona. Najbardziej podobała mi się zabawa z kompozycją. Kiedy nie miałam pod ręką aparatu układałam dłonie w okienko i kadrowałam otaczającą mnie rzeczywistość…
To coraz bardziej wciągało. Aparat zmieniłam na starszy model o trochę większych możliwościach i bawiłam się dalej… Później była pierwsza cyfrówka – Nikon Coolpix990. Mało kto posiadał wtedy taki sprzęt J Udało mi się nawet trochę nim zarobić. I wreszcie cyfrowa lustrzanka, a co za tym idzie – większe możliwości… Dzięki znajomości programów graficznych byłam w stanie pokazać to, co zarejestrował aparat na swój własny sposób. Przedstawić własną wizję otaczającego mnie świata. Czasami coś w nim poprawić…
Fotografia stawała się moją pasją…
Przed każdą uroczystością wśród znajomych, czy rodziny, przypominali mi: Aga, weź koniecznie aparat! Wakacje, urodziny, chrzty, śluby… ja zawsze z aparatem. Z czasem zaczęli się do mnie zgłaszać obcy ludzie… byłam trochę zaskoczona, że chcą mi za to płacić… I tak fotografia stała się moim sposobem na życie.
Uwielbiam fotografować ludzi, obserwować ich, kiedy o tym nie wiedzą. Kiedyś wybrałam się na spacer po Starówce i robiłam im zdjęcia z zaskoczenia. Obserwowałam obcych ludzi, podglądałam zakochaną parkę, pijaczka leżącego na ławce, mężczyznę, który sprzedawał kwiaty… To była świetna zabawa, mnóstwo emocji i trochę adrenaliny.
Jedną z największych przygód fotograficznych była chyba ostatnia wyprawa do Rzymu. Byłam już wcześniej w tym mieście, ale tak zwyczajnie, na wakacjach… Ostatnim razem było to coś wielkiego… Pogrzeb Papieża. Niezapomniany nastrój, niepowtarzalny klimat. To strasznie dziwne, ale panowała tam atmosfera festynu. Na każdym kroku było coś ciekawego do zatrzymania w kadrze. Chciałam uchwycić te wszystkie uczucia, fotografowałam nie tylko ludzi, ale przede wszystkim ich stany emocjonalne. Jedni byli skupieni, z różańcami w dłoniach, inni radośnie klaskali i skandowali imię Papieża. Ciągle zostawałam gdzieś z tyłu, zatrzymywałam się, skręcałam w boczne uliczki. Moi towarzysze podróży musieli mnie szukać. Momentami byłam zła, że nie jestem tam sama… Nie bałam się samotności w obcym mieście, wszyscy byli przyjaźnie nastawieni, wiedziałam, że tego dnia nic złego nie może mi się tam przytrafić. Kiedy widzieli aparat skierowany w swoją stronę po prostu się uśmiechali. Nie miałam też żadnych zahamowań, nie zastanawiałam się, czy wypada sfotografować scenę, którą akurat widzę, czy wypada fotografować czyjeś łzy, czyjąś spowiedź na ulicy… Do pewnego momentu. Po czternastu godzinach stania w gigantycznym tłumie udało się nam wejść do Bazyliki… Ostatni hołd dla największego Polaka. Aparat schowałam do torby. Nie byłam w stanie zrobić takiego zdjęcia. Ze zdziwieniem przyglądałam się ludziom, którzy wyciągali do góry ręce z aparatami i błyskali fleszami. Ja po prostu nie mogłam…
W drodze powrotnej z Rzymu zatrzymaliśmy się w Wenecji To był deszczowy poranek i wszystko powinno być szare i nieciekawe, ale nie tam. Zobaczyłam wszystkie kolory świata… Bo Wenecja to nie tylko kanały i gondolierzy, ale weneckie maski, artyści, sklepy ze sztuką, z różnego rodzaju rękodziełem, miasto o wyjątkowym klimacie i wyjątkowym świetle. Dużo czerwieni w najróżniejszych odcieniach, ciekawe kolory okiennic, wąskie uliczki… Czułam się jak w bajce i chciałam tę bajkę pokazać na zdjęciach… Łapczywie chłonęłam klimat miasta na wodzie, biegałam po jego zakamarkach nie odrywając oka od aparatu… Fascynowało mnie wszystko: od kolorowych wystaw, po wyszczerbiony fragment gzymsu. Żałowałam tylko, że nie mogę tam spędzić całego dnia.
Teraz mogę powiedzieć, że fotografia jest moją największą pasją, że nie potrafię już bez niej żyć. Obecnie jestem posiadaczem cyfrowej lustrzanki Nikon D100. A ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia… marzy mi się lepszy sprzęt, jakieś nowe obiektywy, lampy studyjne… i jeszcze jedno… chciałabym kiedyś móc o sobie powiedzieć: FOTOGRAF.
Agnieszka Kubilus
www.foto-grafika.waw.pl

22.06.2006 18:58
Przepraszam, ale probuje zrozumiec pytanie i nie bardzo mi wychodzi… Czy mozesz troche bardziej sprecyzowac. Moze na adres e-mail: kubilus@foto-grafika.waw.pl. Chetnie odpowiem:) Pozdrawiam.
10.06.2006 18:44
czy to zdjeciaa były robione w wiekszsosci za granicą?? bo pierwsze fotogrofie wydawają mi sie jak by było to jak ciotka byłas w rzymie nie prawdaż?? sorki za błedy