Richard Avedon
Fotografia mody, 2006-10-02 12:13
Wczoraj minęła druga rocznica śmierci tego amerykańskiego twórcy. Trudno ocenić, którą z dziedzin fotografii zrewolucjonizował on najbardziej, bo jest ich kilka, z całą pewnością jednak można powiedzieć, że gdyby nie jego zdjęcia, fotografia mody wyglądałaby dziś zupełnie inaczej…
Avedon urodził się 15 maja 1923 roku w Nowym Jorku. Jego rodzice byli pochodzenia żydowskiego.
Już w czasie studiów na Uniwersytecie Columbia zaczął robić zdjęcia i w 1942 dostał pierwszą pracę: robił "legitymacyjne" zdjęcia amerykańskim Marines. Pracował wtedy na podarowanym mu przez ojca aparacie Rolleiflex.
Pod koniec wojny zajął się fotografią reklamową, jednak ten etap nie trwał długo, bo prawie od razu "odkrył" go Alexey Brodovitch, szef magazynu mody Harper’s Bazaar.
Można tu od razu dodać, że lata 40. w USA były okresem, gdy "odradzało się życie". Po latach Wielkiego Kryzysu oraz wojnie społeczeństwo amerykańskie zaczęło znów pragnąć rozrywki, przyjemności i pięknych strojów. Jak grzyby po deszczu zaczęły więc powstawać (lub odradzać się już istniejące) magazyny mody, pokazujące nie tylko "światowe salony", ale i piękne kobiety w strojach znów pracujących pełną parą projektantów.
Zdjęcia Avedona, nawet tak mało "kreatywne" jak reklamy, od razu zwróciły uwagę szefa najważniejszego chyba (obok Vogue) pisma o "wielkim świecie" czyli Harper’s Bazaar. Gazeta potrzebowała fotografa, który by sesje mody zaczął robić w sposób nowy, świeży. Bo przecież wiadomo było, że nie można nadal tkwić w stylistyce przedwojennej. Nastały nowe czasy.
Można powiedzieć, że Avedon świetnie trafił w swój czas. O sukcesie fotografa zadecydowały chyba przede wszystkim dwie jego cechy. Po pierwsze to, że bardzo łatwo się nudził. Mierziły go statyczne zdjęcia, wykonywane wciąż w ten sam sposób. Nieustannie szukał więc nowych sposobów wyrazu, eksperymentował, za wszelką cenę starał się – pozornie nudne – zdjęcia mody zdynamizować, wprowadzić do nich życie. Avedon jako pierwszy tak konsekwentnie zrezygnował z pracy z studio. Przełamał tym samym monopol sesji złożonych ze zdjęć poustawianych sztywno modelek, które różniły się tylko sztucznym grymasem twarzy lub gestem ręki. Może dziś trudno to sobie wyobrazić, ale w połowie lat 40. młody Avedon zrobił coś niebywałego: wyprowadził modelki w plener. Dziewczyny na jego zdjęciach – w kreacjach od najlepszych projektantów – skakały, tańczyły na ulicach, mokły w deszczu, ale też grały w ruletkę, paliły papierosy, flirtowały z mężczyznami. Zdjęcia modowe zaczęły opowiadać historie, pokazywać życie w pełnej krasie – przestały być sztywnymi obrazkami z katalogu, jakimi były do tej pory.
Drugą ważną cechą Avedona było jego wychowanie, to, czego nauczył się w domu. Ojciec, Jacob Izrael Avedon, był właścicielem sklepu z damską odzieżą – fotograf więc od dzieciństwa stykał się ze sprawami mody. Był też silnie emocjonalnie związany z matką i siostrą, sprawy kobiece nie były więc mu obce. Jak sam fotograf wspominał: "Jak szpieg z innego kraju obserwowałem moją matkę, moje siostry i moją starszą kuzynkę. Bezpośrednio odczuwałem, jakie wysiłki one ponosiły, żeby podobać się mężczyznom, jakie znaczenie przykładały do tego, żeby wyglądać ładnie, imponować właściwym kapeluszem, fryzurą lub szminką. Napięcie, które towarzyszyło przygotowaniom do ich występów było dla mnie tajemnicze i kuszące. Niezwykle podziwiałem dzielność, z którą wystawiały się na musztrujące spojrzenia."
Pani Avedon była jednocześnie rzeźbiarką i zapewniała dzieciom kontakt ze sztuką, rozwijając w nich jednocześnie potrzebę własnej twórczości. Ucieszyła się więc (w odróżnieniu od ojca), gdy Richard zajął się fotografią.
"Rynek" potrzebował dokładnie takiej osoby jak Avedon. Młodej, odważnej, szukającej nowych sposobów wyrazu, a jednocześnie obytej z fotografowaną tematyką, "czującej" ją.
Pod koniec lat 40. Avedon pracował już nie tylko dla Harper’s Bazaar, ale i dla Vogue’a i Life’a. Jedną nogą mieszkał też w Paryżu – będąc fotografem mody trudno nie bywać w mieście, w którym po ulicy spaceruje Christian Dior i Coco Chanel. Był rozchwytywany, uwielbiany i – co ważne – kopiowany. Od chwili, gdy rozpowszechniły się zdjęcia Avedona nikt już nie odważył się pokazać sesji w "starym stylu".
Całe lata 50. – to dla Avedona czas wytężonej pracy. Pracuje dla wielu pism, robi sesje właściwie wszystkim najlepszym domom mody. Z 1955 roku pochodzi zdjęcie, które na stałe już weszło (jako jedno z nielicznych zdjęć stricte modowych) do zestawu "fotograficznych ikon" – "Dovima i słonie". To fragment sesji kolekcji sukien wieczorowych Diora, sfotografowanej w cyrku w Paryżu. Nietypowy zestaw – modelka w otoczeniu słoni – oraz piękna, staranna kompozycja spowodowały, że zdjęcie "usamodzielniło" się i do dziś jest publikowane jako "kamień milowy światowej fotografii".
Sam twórca tak przedstawiał swoją koncepcję zdjęć mody: "Moich prac nie traktuję jako zdjęć mody, ale jako obserwacje kobiet w sukniach."
Należy tu zaznaczyć, że zdjęcia Avedona zyskały sławę nie tylko dzięki nowemu spojrzeniu na modę. To najczęściej są też po prostu dobre fotografie, o przemyślanej kompozycji, starannie wykonane z poszanowaniem i znajomością wszelkich reguł sztuki – by stać się sławnym nie wystarczy tylko ustawić modelkę obok wielkich zwierząt – trzeba jeszcze umieć ją dobrze sfotografować.
W 1966 roku Avedon zostaje głównym fotografem Vogue’a, na stałe opuszczając magazyn, w którym zaczynał, czyli Harper’s Bazaar. Jednocześnie jednak zaczyna jakby nowy okres swojej twórczości. Jako człowiek, który łatwo się nudzi, Avedon nudzi się też modą, po 20 latach fotografowania sesji zaczyna potrzebować czegoś nowego. Zaczyna więc fotografować portrety. Nie odchodzi więc daleko od sesji mody, jednak teraz zaczyna skupiać się na ludzkich twarzach. Zaczyna szukać możliwości pokazania na zdjęciu psychiki modela, jego charakteru i nastroju. Jako fotograf najważniejszego "life-stylowego" pisma na świecie oczywiście zaczyna fotografować sławy. Seria portretów Beatlesów, kolorowana, którą sam autor nazwał "psychodeliczną" staje się sławna na cały świat, muzycy wykorzystują ją na okładkach płyt, ludzie kupują plakaty z ich reprodukcjami. Znów sukces – okazuje się, że Avedon umie rozbić zdjęcia nie tylko sukienkom. Andy Warhol, Marylin Monroe, prezydent Eisenhower, Henry Kissinger, Elizabeth Taylor i Audrey Hepburn, Charlie Chaplin, Dalai Lama, Hillary Clinton – lista znanych postaci, które na przestrzeni 30 lat pozowały Avedonowi jest bardzo długa. Raczej nie zdarzyło się też, by ktoś pozowania odmówił – fotograf był tak znany i ceniony, ze nikt by się na to nie odważył. A jednocześnie – jak wiele modelek i modeli wspomina – był niezwykle przyjacielską osobą, wytwarzał na panie sesji bardzo miłą i luźną atmosferę, tak, że pozowanie stawało się po prostu przyjemnością.
Także z tego powodu fotograf był lubiany przez najsławniejsze zawodowe modelki, które – nawet jeśli nie zgadzały się na to u innych – dla Avedona były w stanie pozować nago. Avedon dwa razy – w 1995 i 1997 roku – robił zdjęcia do kalendarza Pirelli, za każdym razem zdjęcia pokazywały modelki "w całej krasie" i za każdym razem były to te najbardziej znane.
Blichtr "wielkiego świata" jest chyba w stanie znudzić każdego, znudził więc i Avedona. Choć wcześniej przygody z inną niż modowo-portretowa fotografią były krótkie, w latach 70. Avedon zaczął fotografować także osoby nie pojawiające się na pierwszych stronach gazet. Z potrzeby ducha czy też w poszukiwaniu "życiowej prawdy" Avedon (nie przerywając ani na moment swojej głównej działalności).
Wędrował z aparatem po ulicach lub zapraszał do studia kombatantów z Wietnamu, robotników, samotne matki, hodowców bydła i studentki, portretował przedstawicieli każdej istniejącej w USA grupy społecznej. W 1979 roku, na zlecenie Amon Carter Museum wykonał wielki cykl zdjęć pt. "American West". Przez kilka lat fotograf jeździł po zachodnich stanach USA, robiąc portrety ich mieszkańcom, bez względu na ich stan majątkowy, pochodzenie, urodę, wiek. Wtedy też wykrystalizował się – stosowany później aż do śmierci – styl robienia portretów.
Avedon swoich modeli ustawiał na czystym białym tle, oświetlał ich równomiernie i zazwyczaj nie ustawiał w żaden wyszukany sposób. Sfotografowani w ten sposób ludzie nie mieli gdzie ukryć swoich cech, nie mogli udawać kogoś innego, zapozować tak, by wypaść lepiej niż w rzeczywistości. W wielu wypadkach zdjęcia te odzierały modeli z wszelkich "otoczek", masek, póz. W ten sposób Avedon osiągał zamierzony cel – pokazywał ludzi z ich psychiką, prawdziwych, realnych.
W ten sposób fotograf robił zdjęcia także sławnym osobom, a jako że pracował do ostatnich dni życia – powstało bardzo wiele tych zdjęć. Wydawane na przestrzeni lat w wielu albumach, publikowane w setkach magazynów i gazet, stały się znane. I znów, jak w latach 50. w przypadku sesji mody – Avedon wyznaczył pewien kanon portretu, który chce pokazać "człowieka prawdziwego". Znów stał się naśladowany i znów ustawił wysoko poprzeczkę.
Avedon zmarł 1 października 2004 roku, wskutek wylewu krwi do mózgu, którego dostał – jakże by inaczej – podczas pracy nad kolejną sesją.
Tak jak sesje mody Avedona nie wyszły poza kolorowe magazyny, tak jego portrety z lat 70., 80., 90. były często wydawane w albumach. Mimo to do dziś, nadal uważany jest on przede wszystkim – paradoksalnie – za fotografa mody, dużo mniej za portrecistę. Nie da się ukryć, że to właśnie młodziutki Richard Avedon odmienił fotografię mody, wprowadzając ją "osobiście i własnoręcznie" w czasy nowoczesne, w XX, a później XXI wiek (do II wojny światowej sesje mody nie były traktowane jako pole do popisu dla fotografa, były raczej zdjęciami katalogowymi). Choć wiele osób uważa, że i jako portrecista Avedon osiągnął wiele, to jednak zasług na polu fotografii mody nikt chyba nigdy nie miał większych niż on.
