Podwodny świat Czarnej Hańczy – czyli wrażenia z używania obudowy podwodnej Sony APK-WB
Akcesoria, 2009-07-23 17:30
W połowie lipca udało mi się na kilka dni wyskoczyć na Suwalszczyznę. A dokładnie na spływ Czarną Hańczą Ostatni raz spływałem tą rzeką jakieś 5 lat temu. Podczas spływu zwróciłem uwagę, że mimo upływu lat, zupełnie nie zmieniła się sama rzeka natomiast bardzo zmieniło się otoczenie.
Przed spływem doszedłem do wniosku, że szkoda by było nie wykorzystać tak świetniej sposobności do zrobienia zdjęć, w tym zdjęć podwodnych, zwłaszcza, że Hańcza jest bardzo czystą rzeką. Jak dotąd nie fotografowałem jeszcze aparatem w obudowie podwodnej. Tym bardziej byłem ciekaw jak będzie się pracowało oraz jakie będą tego efekty. Do testów aparat, wraz z obudową podwodną, otrzymałem z firmy Sony. W tym miejscu warto zauważyć, że nie ukończyłem żadnego kursu nurkowania, a jedyne doświadczenia, jakie posiadam w tej materii, są z młodzieńczych zabaw, „kto dużej wytrzyma pod wodą bez oddychania”, przyznam, że zazwyczaj szło mi nieźle. Tak więc wyposażony w odpowiedni ekwipunek oraz sprzęt foto udałem się do Starego Folwarku gdzie rozpoczynał się spływ. Sprzęt miałem już wcześniej przygotowany, tzn. sprawdziłem czy działa, czy mam odpowiednią ilość baterii i kart pamięci. Teraz pozostało tylko włożyć aparat Sony W 290 do obudowy podwodnej Sony APK-WB. i zrobić pierwszy test czy to wszystko razem działa. Działało, umieszczony aparat w obudowie bez problemu udało mi się uruchomić, wykonać zdjęcie i przejrzeć je. Nadszedł czas na drugi test, czyli odpowiedź na pytanie: czy to jest rzeczywiście wodoodporne? Założyłem, że dobrze poskładałem sprzęt, zamknąłem wszystko szczelnie i zgodnie z instrukcją. Ten test zrobiłem już z kajaka. Kilka ruchów wiosłem odbiłem od brzegu i …ciach! obudowę z aparatem do wody.
Oczywiście nie rzuciłem jej ot tak, zasada ograniczonego zaufania podpowiedziała, że pasek z regulowanym zaciskiem na ręce, który przy obudowie przewidział producent, jest jak najbardziej przydatny, po pierwsze, aby aparat w razie wyślizgnięcia się z ręki nie utonął lub żeby nie odpłynął w siną dal. Ja w kajaku, aparat w wodzie, wyciągam oglądam, wycieram z zewnątrz obudowę, jeszcze raz oglądam – sucho… aparat działa. No to kolejny sukces. Tym razem postanowiłem zanurzyć go w wodzie na dłużej i wykonać pierwsze zdjęcie. Włożyłem aparat, nacisnąłem spust migawki …. no i chyba jest. Chyba, bo nie widzę, ani jak skadrowałem, ani czy w ogóle zdjęcie się zrobiło. Nic w tym dziwnego, jeśli postanowiłem robić zdjęcia podwodne zanurzając pod wodę tylko ręce po łokcie, trudno wtedy mieć wpływu na to, co i jak fotografuje. Wyciągnąłem aparat przetarłem z wody tylni ekran obudowy i oglądam. Obraz został zarejestrowany, no cóż tak jak się spodziewałem nie jest to arcydzieło. Ale czasu na zdjęcia jeszcze trochę mam, przecież to dopiero początek spływu. W miarę jak płynąłem dalej coraz mocnej zaprzyjaźniałem się ze sprzętem, wiedziałem jak go używać, jakie światło jest potrzebne, jak szybko kajak może płynąć, a w zasadzie dryfować, aby zdjęcie wyszło.
Skusiłem się też kilka razy na wejście do wody z aparatem, a proszę mi wierzyć to duże wyzwanie Hańcza to nie Morze Śródziemne. Mimo tego doceniłem jak miło pracuje się z tą obudową i ile frajdy ma się przy robieniu zdjęć podwodnej rzeczywistości. Gdy razem z aparatem znaleźliśmy się pod wodą wiedziałem, co chcę sfotografować, widziałem fotografowane rzeczy na ekranie aparatu, widziałem także, że zdjęcie zostało zrobione. Cały czas napotykałem tylko na jedną przeszkodę …. prąd. I nie chodzi mi o problem z zasilaniem, na poradzenie sobie z tym byłem przygotowany. Problem okazał się prąd rzeki, który był na tyle silny, że większość czasu spędzonego pod wodą poświęciłem na walkę z nim a nie na fotografowanie. Ale jak już pisałem, były to moje pierwsze doświadczenia z robieniem zdjęć aparatem z obudową podwodną w rzece. Dziś jestem bogatszy o wiele doświadczeń między innymi o takie, że za każdym razem przed robieniem zdjęcia warto przetrzeć przednią szybę obudowy, gdyż zaschnięte na niej krople wody, nie widoczne pod wodą dla oka ludzkiego, wpływają na jakość zdjęć.
Podsumowując, wszystkim, którzy lubią spędzać wolny czas na lub w wodzie polecam zakup obudowy podwodnej. Po pierwsze ochroni nasz aparat przed deszczem, falą, piaskiem i innymi zanieczyszczeniami. Po drugie pozwala bez problemu robić zdjęcia z pod, tuż nad a i pod wodą, a takie fotografie nawet jak ktoś nie jest nurkiem, dają wiele radości i otwierają nowe możliwości fotograficzne.
Tagi: warto przeczytać
