Home  O fotalu  Kontakt  Mapa portalu  RSS 

Olivo Barbieri

Artyści, 2006-06-26 12:43

Wakacje to czas, gdy wielu z nas podróżuje, zwiedzając rozmaite miasta. Olivo Barbieri robi to samo – był w Las Vegas, Tokio, Rzymie, i ze wszystkich tych miejsc przywiózł zdjęcia. Ale sposób, w jaki Barbieri widzi te metropolie nie jest zupełnie typowy.

Olivo Barbieri urodził się w 1954 roku we Włoszech, dziś mieszka w Mediolanie.

Pierwsze wystawy swoich prac zaczął organizować pod koniec lat 70.; w 1993, 1995 i 1997 roku brał udział w Biennale w Wenecji (jeden z najważniejszych przeglądów sztuki współczesnej  na świecie); zyskał więc pozycję znanego i cenionego artysty nie tylko w swoim kraju. Wiele z jego prac szybko znalazło się w kolekcjach muzealnych we Włoszech, w Niemczech i USA.

Od końca lat 90. Barbieri konsekwentnie zajmuje się jednym rodzajem fotografii, czyli fotografuje różne miejsca na świecie (głównie duże miasta, ale nie tylko) z helikoptera. Tworzy widoki, szerokie pejzaże z lotu ptaka.
W 2004 roku swój sposób widzenia świata przełożył na język "ruchomych obrazków". Powstał wtedy bowiem krótkometrażowy film "Site Specific_Roma 04", w podobnym do zdjęć stylu. Rok później Barbieri zrealizował "Site Specific_Las Vegas 05", i wiele wskazuje na to, że twórca chce teraz wypowiadać się "dwutorowo" – i poprzez zdjęcia, i film. Opowiadając w tym samym stylu o tych samych miejscowościach, tyle że raz za pomocą fotografii, innym razem filmowo.

Gdy patrzy się na zdjęcia Barbieriego, przedstawiające Szanghaj, Rzym czy Nowy Jork – nie sposób oprzeć się wrażeniu, że mamy przed sobą sfotografowaną makietę. Że domki, samochody, ulice na zdjęciu – to dość precyzyjnie zrobione modele, ustawione na planszy. Prawie nie widać na nich ludzi, a nawet jeśli są – z dużej odległości, z jakiej są robione zdjęcia, też wyglądają jak laleczki. Nie znajdzie się na tych fotografiach znaków życia i ruchu, pędu właściwych rozwiniętym metropoliom.
Dlaczego? Skąd ta forma? Po co?

Barbieri sam mówi: "Jestem już zmęczony istniejącym powszechnie przekonaniem, że fotografia pozwala zobaczyć WSZYSTKO". Jego zdjęcia to jakby forma buntu przeciwko tej klasycznej idei, że zdjęcie to idealnie realistyczny zapis rzeczywistości.
Artysta dodaje do tego jeszcze jedno spostrzeżenie: "Po 11 września świat stał się jakby mniej wyrazisty, bardziej "zamazany" – bo okazało się, że mogą się wydarzyć rzeczy dotąd uważane za niemożliwe" – to też powód, dla którego Barbieri wybrał taką właśnie formę fotografowania, a właściwie utwierdził się w celowości jej stosowania.

Jak więc powstają zdjęcia Włocha? Od lat używa on obiektywów TS (Tilt & Shift), czyli umożliwiających przesuw i odchylanie osi optycznej, dającej fotografującemu kontrolę nad umiejscowieniem płaszczyzny ostrości. Dzięki temu fotografie Barbieriego zyskują nietypową perspektywę, fotograf może ją prawie dowolnie zniekształcać. Mają też bardzo płytką głębię ostrości, obejmującą swoim zasięgiem tylko fragmenty widoków (zwykłe obiektywy, nawet przy podobnie płytkiej głębi i tak objęły by ostrością większą i inaczej "wyciętą" płaszczyznę obrazu).

Robienie zdjęć takim obiektywem, dodatkowo z lotu ptaka (jeśli nie fotografuje z helikoptera, Barbieri stara się przynajmniej wchodzić jak najwyżej, praktycznie nie robi zdjęć z punktu widzenia człowieka) powoduje, że perspektywa, punkty odniesienia, skala – wszystko jest zaburzone, nierealne, nie przypomina nam sposobu, w jaki widzimy te same miejsca na co dzień.
Prezentowane na wystawach odbitki są też zazwyczaj bardzo dużych rozmiarów – jak widać fotograf korzysta z kilku sposobów, by swe teoretycznie "zupełnie zwykłe" zdjęcia (powstają przecież w realnych miejscach, w normalnych warunkach, nie są poddawane żadnej cyfrowej obróbce) odrealnić, by zmylić widza, wprowadzić go w magiczną krainę, w której nawet znane każdemu Koloseum nie będzie wyglądało tak, jak zwykle.

Prace Włocha są pełne sprzeczności. Są przecież fotografią lotniczą, a zarazem zupełnie zaprzeczają jej cechom (nie dokumentują w celach poznawczych szerokich widoków, bo pokazują przecież tylko ich maleńkie wyrywki, otoczone rozmytym tłem); można by je nazwać zdjęciami turystycznymi (powstają podczas podróży, najczęściej w atrakcyjnych, czasem egzotycznych miejscach), jednak ich forma pozostaje daleka od "pocztówkowej".

Czy to w filmie, czy na zdjęciach – Barbieri jest mistrzem odrealniania świata. Bo mimo znajomości całego "zaplecza" jego pracy – te pejzaże z Los Angeles i Pekinu pozostaną dla widzów magicznymi makietami. I łatwo wtedy zapomnieć, że te bajkowe przestrzenie to jednak nic innego jak tętniące na co dzień życiem gigantyczne miasta…

Anna Cymer

Skomentuj