O aktach i portretach ze Zbigniewem Podsiadło
Artyści, 2006-07-31 11:37
Zbigniew Podsiadło fotografuje od 1974 roku. Jego akty i portrety nie tylko zdobywały nagrody na międzynarodowych konkursach, ale są też przejawem szanującego tradycję podejścia do dwóch najbardziej klasycznych tematów fotograficznych. W wywiadzie udzielonym Fotalowi artysta opowiada o swoim stosunku do nowych technik, o tym jak powstały jego zdjęcia i o treściach, jakie można przekazać poprzez akt.
Fotal: Panie Zbigniewie, fotografie które pokazał Pan w Sosnowcu w Galerii Patelnia 36 to czarno-białe zdjęcia wykonane wiele lat temu. Portrety i akty, czyli tematy ponadczasowe i w formie, i w treści.
Zbigniew Podsiadło: Kiedyś jeden z głównych liderów jazzu amerykańskiego starszego pokolenia, saksofonista Sonny Rollins powiedział mniej więcej tak: „od lat czterdziestych do lat siedemdziesiątych grałem jazz i wiedziałem co gram. Słuchałem jazzu i wiedziałem czego słucham. Natomiast w tej chwili młodzi ludzie grają i mówią, że to jest jazz. A ja nie wiem co to jest. Ja myślałem, że to ja gram jazz…”
I to samo się dzieje teraz w fotografii. Jest dużo wpływów grafiki komputerowej i część z nich daje efekt pozytywny. Jest coś nowego, tworzy nową wartość, a przynajmniej od strony estetycznej buduje jakieś napięcie i tworzy nastrój. Natomiast część jest ślepą drogą. Niektórzy myślą: tak się zabawię, a zabrnę nie wiem gdzie. Może coś wyjdzie albo nie. Widzę sporo takich wystaw, nawet ludzi należących do Związku, o których powiem krótko: ja tego nie rozumiem. Nie potępiam ich, nie mam do nich złego stosunku. Bo być może to ja zostałem z tyłu?
Ale ciągle zastanawiam się, ile tam jest jeszcze fotografii, a ile udziału programów komputerowych, ile inwencji człowieka? Trudno powiedzieć… Montaże robiło się już przed wojną, był Cieślewicz, byli inni. Więc wzory mamy doskonałe. Ale tam była jakaś myśl, oni robili to po coś. Teraz sporo rzeczy dzieje się jak gdyby dla zabawy.
Albo masz coś do powiedzenia swoim zdjęciem albo nie. A skoro tak – zainteresuj mnie. Skoro fotografujesz tak, by zdjęcie coś powiedziało – to jest bardzo dobrze.
Jest taki nurt w fotografii, gdzie zdjęcie jest elementem wyjściowym i dalej działa na nie program komputerowy. Wynik taliej operacji jest zawsze trochę przypadkowy. I jeśli człowiek potrafi to jeszcze obronić, stworzy logiczny ciąg czy jakiś obraz pewnej estetyki, to ja jeszcze się zgodzę. Natomiast jeśli zapytany, co chciał powiedzieć odpowiada – a tak się bawiłem i fajnie wyszło – to jednak brakuje tutaj świadomości tworzenia.
Kojarzy mi się to z sytualcją w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych. Wtedy w Polsce fotografowie zaczęli pracować w kolorze. Zdjęcia były cukierkowe, wszędzie było pełno marnego koloru, nawet tam gdzie go w zasadzie być nie powinno. To było zachłyśniecie się kolorem!
I teraz tak jest z technikami komputerowymi. W końcu każdy wróci do tego, że aby fotografować człowieka potrzebny jest on sam, fotograf, światło i pomysł.
Tak naprawdę użycie zbyt wielu środków przeszkadza, bo rozprasza.
F: Pańska fotografia pt. Ewa jest niejako „myślą przewodnią” tej wystawy. W jakich okolicznościach powstała?

Z.P.: Byliśmy na plenerze. Dodam od razu, że wolę pracować z modelkami zawodowymi, łatwiej dojść z nimi do porozumienia. Modelka bierze za to pieniądze i nie ma problemu z prawem, wszystko jest uregulowane.
Plener był w Książu koło Wałbrzycha. Wnętrza były piękne, bogate i tam głównie męczyliśmy te dziewczyny, po tych kanapach, oknach itd. Zrobiono tysiące zdjęć.
Myśmy najpierw chcieli poznać te dziewczyny, nie wzięliśmy w ogóle aparatów. Jeszcze był Gienek Przybyłko i Andrzej Maniak. Wzięliśmy butelke szampana i było miło. I w końcu one pytają czemu nie mamy aparatów. Ja powiedziałem, że mamy jeszcze kilka dni do fotografowania.
I kiedy poznałem te dziewczyny - od razu wiedziałem, że do tego zdjęcia właśnie ta modelka najlepiej się nadaje. Poszedłem na górę, gdzie były jeszcze puste wnętrza, poprosiłem właśnie o taki wyraz twarzy i o ten układ rąk. Ponieważ to jest modelka zawodowa nie było żadnych grymasów, kaprysów. Beznadzieja w jej oczach miała dopełniać otaczającą pustkę.
Mówi się, że to jest akt. A to zdjecie jest portretem wielkiej niemocy, tak to sobie wymyśliłem. Po konsultacji z modelką strzeliłem trzy klatki, jedną prześwietliłem, jedną niedoświetliłem. Fotografowałem z ręki, to było w granicach 1/30 sek. na otwartym obiektywie.
Podobnie było ze zdjęciem z „Akt z oknami”. Przechodząc przez pokój zauważyłem, że te okna stanowią dobry motyw. Tylko potrzebowałem dziewczyny o bardziej bujnych kształtach. Ona początkowo ustawiała mi się po przekątnej. Odłozyłem aparat, wziąłem ją na moje miejsce, wytłumaczyłem o co mi chodzi. Że nie chcę pokazywać szczegółów twarzy, tylko raczej kontury i grę świateł na ramionach, na biuście, na całej sylwetce. Zrobiłem zdjęcie i to dla mnie był właściwie cały plener. Uważam, że jeśli autor – bo tu nie chodzi tylko o fotografię – wie o co mu chodzi, a modelka jest na tyle inteligentna, że to pojmie – wtedy praca jest przyjemnością i trwa krótko.

F: Z którego roku pochodzi zdjęcie „Starzec”?
Z.P.: To są lata siedemdziesiąte, za to zdjęcie dostałem kiedyś jedną z najważniejszych nagród – złoty medal FIAP na Międzynarodowym Salonie Fotografii Artystycznej ASAHI SHIMBUN w Japonii w 1986 roku oraz brązowy medal XVI Międzynarodowego Salonu Fotografii w Singapurze w 1978r. Na ten konkurs przychodzi ok. 16 tysięcy zdjęć, na wystawę dostaje się około stu. Zdjęcie było wykonane w Sosnowcu. Myślę, że to taki psychologiczny portret, trochę o wymiarze społecznym.

F: Natomiast to jest bardzo znane zdjęcie, słynny krakowski skrzypek.

Z.P.: Cygański skrzypek, niewidomy. Uważam, że to jeden z najlepszych portretów, jaki mu zrobiono. On był fotografowany tysiące razy. Myślę, że tutaj jest pokazany ten jego wspaniały grymas twarzy, charakterystyczny sposób trzymania instrumentu, ruch ręki.

To jest też uważam ciekawe zdjęcie. Widać na nim i biedę i rozpacz w oczach, niepokój. Ubranko tego dziecka łączy się z tym odrapanym murem. Podoba mi się to zdjęcie, do dziś nie wiem czemu…
F: To scena po prostu zauważona na ulicy?
Z.P.: Tak. Podszedłem, zrobiłem zdjęcie, odszedłem i on sobie dalej tak stał. Nie wiem nawet, czy to jest chłopiec czy dziewczynka…
F: Kim jest kobieta na następnym zdjęciu?

Z.P.: Do tego zdjęcia mam wielki osobisty sentyment. Pani Stanisława Krawczyk, już nie żyje. Niezwykle religijna kobieta o wspaniałych cechach charakteru. Była gosposią słynnego doktora Zahorskiego, który teraz jest patronem sosnowieckiego szpitala nr. 2. To był lekarz, który przed wojną w Sosnowcu zakładał tzw. ochronki, dokarmiano tam dzieci.
Wiele razy próbowałem zrobić jej zdjęcie, ale ona była bardzo nieśmiała. I zapytałem kiedyś – pani Stasiu, mogę zrobić zdjęcie? Dobrze, ja się tylko pomodlę - odpowiedziała. I w tym momencie autentycznie się modliła. Wspaniała kobieta o wielkiej życiowej mądrości. Choć umiała się tylko podpisać…
F: Na koniec chciałbym jeszcze wrócić do Pańskich aktów. Co w tego typu fotografii jest dla Pana najważniejsze? Na Pana zdjęciach jest oczywiście naga kobieta, ale zawsze wpisana w konkretne wnętrze, które też stanowi o samej fotografii. Teraz często widzi się akty rzeźbiarskie, ciało jest tylko tworzywem, kształtem. U Pana mamy do czynienie z żywym człowiekiem.

Z.P.: Jest wiele szkół dotyczących aktu. Wielu ludzi zastanawia się, o co w tym akcie chodzi. U mnie akt jest pretekstem do pokazania sytuacji myślowej czy oddania pewnego nastroju. Generalnie uważam, że akt nie może w żaden sposób deprecjonować kobiety, ubliżać jej. Jeśli ktoś tak postępuje - to robi bardziej reportaż interwencyjny niż akt. Ciało kobiety jest na tyle atrakcyjne, że można też podejść do niego z punktu widzenia figuratywnego. Tak oświetlić, i tak oświetlić… Do każdej kobiety światło dobrać inaczej. Jeśli potraktujemy ciało kobiety - jak pan powiedział – w sposób posągowy, to narzuca nam się jakiś ideał piękna. Ja nie szukam ideałów. Staram się zauważyć coś, co według mojej oceny jest piękne w kobiecie. Kształt, układ graficzny, charakter oczu, pewną sylwetkowość. I staram się to uwypuklić.

Myślę, że jest to jakaś droga do stworzenia dobrego aktu. Jeśli nie ma pomysłu na zrobienie aktu – zresztą to dotyczy w ogóle zdjęć – a tylko jest dziewczyna, która jest ładna i chcemy to wykorzystać - to lepiej dajmy sobie z tym spokój. Ostatnio wiele widzę aktów które dla mnie są nie do przyjęcia. Ja jestem tradycjonalistą.

Rozmawiał Mariusz Gross

31.07.2006 12:00
Byłem na otwarciu tej wystawy. Uważam, że fotografia Pana Podsiadło to sztuka najwyższych lotów. Jestem pod wrażeniem jej ponadczasowego przekazu i wartości artystycznej. Pozdrawiam.
06.09.2006 13:05
05.07.2007 19:22
No tak, dokładnie takie sobie, takie tam, sobie.
08.02.2009 13:12
ok
26.03.2009 20:48
po prostu SZTUKA….najlepsze zdjęcia zawsze są zrobione na szybko. Czasem przez przypadek, bez zastanowienia…. ale w tym PRZYPADKU (sorry) to chyba wszystko naraz zadziałało….GRATULUJĘ…
PS.
czy Ktoś wie ,co się dzieje z Andrzejem Maniakiem? Piszcie do mnie na e-mail bumela@gazeta.pl