Manuel Alvarez Bravo
Klasyka, 2006-07-12 13:15
Niewielu artystów z Meksyku jest znanych powszechnie na świecie. Manuel Alvarez Bravo jest w tym gronie jedynym fotografem. Robił zdjęcia przez 80 lat, będąc samoukiem w tej dziedzinie. Swoją uwagę koncentrował tylko na tematach związanych z Meksykiem i żyjącymi tam ludźmi, mimo to jego zdjęcia szybko znalazły się w kolekcjach muzeów i galerii na całym świecie.
Manuel Alvarez Bravo urodził się w 1902 roku, zmarł w 2002 w Meksyku.
Choć jego rodzice i dziadkowie byli malarzami (zajmowali się też fotografią), Manuel zaczął studiować… księgowość. Pierwszą "poważną" pracę podjął jako urzędnik w meksykańskim Ministerstwie Skarbu i pracował tam do 1931 roku. Jednak już wcześniej zaczął swoje zainteresowania kierować w stronę sztuki. Początkowo nie przerywając pracy w urzędzie, uczył się muzyki i malarstwa, zaczął też robić zdjęcia. Pierwszy aparat kupił sobie, gdy miał dokładnie 20 lat.
W latach 1920-21 rewolucja w Meksyku osiągnęła swoje apogeum, jednak i dużo wcześniej, i później – w krótkimi pokojowymi przerwami – trwała i dokonywała spustoszeń. Manuel – jak i pozostali Meksykanie – na co dzień obcował z drastycznymi wydarzeniami, z widokiem zamordowanych leżących na ulicach, z biedą i nieszczęściem.
Czy te wydarzenia "zbliżyły" go do jego narodu? Czy uwrażliwiły go na tyle, że zajął się fotografowaniem tego, co w kulturze Meksyku jest "najprawdziwsze, najszczersze" – sztuki ludowej i prostych ludzi? Może tak, a może nie miało to znaczenia, stał się jednak Bravo wiernym dokumentalistą kultury swojego kraju.
Pierwsze próby fotograficzne Manuela – były to eksperymenty formalne, abstrakcyjne, geometryczne obrazy składane z papieru. Realizm jednak okazał się dla niego dużo bardziej pociągający.
Bravo miał szczęście do poznawania ludzi, którzy wywierali duży wpływ na jego twórczość. Po swojej pierwszej wystawie (która odbyła się w 1926 roku, w galerii Posada w Mexico City) poznał Tinę Modotti, uczennicę Edwarda Westona, która wkrótce swoją wiedzę fotograficzną przekazała Manuelovi. Weston, jak wiadomo, był zwolennikiem realizmu w fotografii, starał się jednak zawsze tworzyć takie kompozycję, przyglądać się światu z takiego punktu widzenia, by powstały obraz był czymś więcej niż tylko zwykłą rejestracją.
Po rewolucji w Meksyku powstała bardzo silna i aktywna grupa artystów, których malarstwo (głównie naścienne – tzw. murale – powstawały na murach budynków miejskich, we wnętrzach i na zewnątrz) było zaangażowane w sprawy społeczne i polityczne. I tę grupę Bravo poznał, pod ich wpływem rozpoczął naukę na uczelni artystycznej Escuela Central de Aries Plasticas. Tam jego profesorem był Diego Rivera, jeden z najwybitniejszych malarzy w dziejach sztuki meksykańskiej, mistrz murali. Poza niewątpiliwymi zaletami pobierania nauki od tak wybitnego twórcy, Bravo zafascynował się dziełami tworzonymi przez Riverę i jego kolegów i zaczął je fotografować. Stworzył też wiele portretów meksykańskiej malarki, Fridy Cahlo.
W 1930 roku w Meksyku swój film – "Que Viva Mexico" – kręcił Siergiej Eisenstein. Bravo został operatorem w tym projekcie – nauczył się więc tworzenia też "ruchomych obrazów". Znajmość z radzieckim reżyserem, o bardzo wyrazistych poglądach na sztukę – też niebyła dla fotografa bez znaczenia.
Kolejnym zdarzeniem, które wpłynęło na Bravo była znajomość z André Bretonem, poetą, filozofem, artystą, założycielem ruchu Surrealistów (do którego należeli m.in. Salvador Dali, René Magritte, Max Ernst). Mimo że Manuel nigdy nie deklarował związków z surrealistami, taki sposób przedstawiania świata – lekko odrealniony, tajemniczy, jakby z pogranicza jawy i snu – bardzo go zainspirował. Surrealiści publikowali zdjęcia Bravo w sowim piśmie "Minotaure", jedna z fotografii zdobiła okładkę katalogu wystawy grupy (przez to został on wycofany ze sprzedaży – cenzura uznała zdjęcie za pornograficzne).
Bretona Bravo poznał w 1938 roku, dwa lata wcześniej – podczas wystawy swoich zdjęć w Nowym Jorku – poznał też Henri Cartier-Bressona i Walkera Evansa.
W latach 40. i 50. Bravo pracował jako fotosista przy produkcjach filmowych – oczywiście poznał wówczas Louisa Buňuela
Wszystkie te znajomości nie tylko miały wpływ na twórczość meksykańskiego fotografa, ale też pomogły mu pokazywać swoje prace poza ojczyzną – spowodowały, że Bravo stał się dość szybko znanym fotografem.
Jego zdjęcia były podwójnie wartościowe. Po pierwsze były dokumentem swoich czasów i przekazywały wiedzę o kraju w tamtych latach uważanym za egzotyczny i niebezpieczny. Po drugie mają wielką wartość estetyczną, artystyczną, bo Bravo nie tworzył chłodnych reportaży, a poprzez fotografowanie ludzi i przejawów kultury starał się oddać ducha swojego narodu.
Miejsca pogańskiego kultu, tajemnicze cmentarzyska, uliczne reklamy, przydrożne bary, zwyczaje mieszkańców meksykańskiej prowincji – wszystko to fascynowało fotografa na równi z obrazami mniej "dokumentalnymi". Bo pod wpływem surrealistów zaczął on robić zdjęcia kobietom w tajemniczych, symbolicznych, czasem erotycznych pozycjach, scenografiach i okolicznościach. Rozmarzone, jakby "nie z tego świata", modelki oddawały ducha tej pierwotnej, "prawdziwej" kultury Meksyku.
W latach 50. i 60. Bravo dużo zaangażowania i czasu poświęcił w pracę pedagoga – uczył w szkołach artystycznych, fotograficznych i filmowych. Jednak – co wspomina wielu jego studentów – większość czasu na jego zajęciach upływała na dyskusjach o literaturze i sztuce, na ostatnim miejscu były omawiane kwestie techniczne przynoszonych przez uczniów zdjęć.
Przez całe życie Bravo pozostawał związany bardziej ze światem duchowym niż fizycznym – ten właśnie świat chciał pokazać na swoich zdjęciach, a sprzęt, jakim tego dokonywał zawsze był najmniej ważny.
