Home  O fotalu  Kontakt  Mapa portalu  RSS 

Loretta Lux

Artyści, 2006-09-18 12:21

Fotografka niemieckiego pochodzenia, która robi zdjęcia dzieciom. Tajemnicze, odrealnione duchowo i fizycznie kilkulatki patrzą przenikliwie na widza lub wykonują sztywno jakieś trudne do zidentyfikowania czynności, wywołując uczucie niepokoju i zupełnie nie pasując do stereotypu “słodkiego malucha”.

Loretta Lux rodziła się w 1969 roku w Dreźnie, do niedawna mieszkała w rybackiej wiosce w Irlandii, dziś żyje i tworzy w Monako (podobno ze względów podatkowych).
W 2000 roku, przy okazji swojej pierwszej wystawy przyjęła pseudonim Loretta Lux, bo jest łatwiejszy do zapamiętania niż jej prawdziwe nazwisko (którego pod żadnym pozorem nie ujawnia).

Loretta z wykształcenia jest malarką – studiowała na Akademii Sztuk Pięknych (Akademie der Bildenden Künste) w Monachium. Jej profesor z uczelni, Gerd Winner, przyznaje, że nie miał wcześniej tak niezwykłej i tajemniczej studentki.
Fotografią artystka zajęła się w 1999 roku i od tamtej pory konsekwentnie robi zdjęcia poświęcone temu samemu – dzieciom.
Byłby jednak w błędzie ktoś, kto szukałby w jej twórczości rozkosznych bobasów i uśmiechniętych kilkulatków.

Wszystko zaczyna się w studio, do którego fotografka zaprasza maluchy na sesje. Najpierw były to dzieci jej przyjaciół, z czasem zaczęła dobierać modeli staranniej, typ urody i rysy twarzy dopasowując do swoich koncepcji. Nic na jej zdjęciu nie jest przypadkowe, więc i stroje są przemyślane – mają czasem znaczenie symboliczne, często są kolejnym elementem, który odrealnia dany portret, myli widza (gdy np. kilkuletnie dziecko nosi ubranie przynależne osobie dorosłej lub pochodzące z innej epoki).
Podczas sesji Lux robi zdjęcia zazwyczaj na białym tle (często z różnymi atrybutami, czasem pochodzącymi ze świata dorosłych, czasem symbolicznymi), a następnie w komputerze dodaje pewne elementy, głównie scenografii (często "wycina" je z innych, cudzych fotografii), a przede wszystkim całkowicie swoje zdjęcia odrealnia, tworząc portrety, które bynajmniej nie są dokumentacją dziecięcej urody.
Porcelanowa cera, sztywne pozy, nienaturalnie duże głowy i twarze pozbawione dziecięcej ekspresji, ale za to często patrzące wprost na widza – dzieci na zdjęciach Lux zdają się postaciami nie z tej ziemi; czasem można się w nich doszukać dojrzałości i przenikliwości spojrzenia większej niż u niejednego dorosłego. Ich bezruch może kojarzyć się z figurkami lalek, jednak najczęściej ich wzrok jest głęboki, nie ma w sobie sztucznej pustki.

Wielu krytyków dopatruje się w zdjęciach Lux inspiracji malarstwem, i to nie byle jakim. Jednym nasuwają się skojarzenia z obrazami mistrza włoskiego renesansu Domenico Ghirlandaio czy manierysty Bronzino; inni widzą tu wpływ baroku i Diego Velazqueza czy Francesco Goi; jeszcze inni uważają, że fotografka czerpie w malarstwa niemieckiego romantyka Philippa Otto Rungego. Jak widać rozpiętość tych inspiracji jest ogromna – od XV po XIX, a właściwie XX wiek. Bo jednak określenie, które najczęściej pada w kontekście zdjęć Lux – to surrealizm. Sceny trochę jak ze snu, trochę jak z wizji i halucynacji, symboliczne i tajemnicze, niewiele mające wspólnego z rzeczywistością – te hasła głosili malarze – surrealiści, te hasła zdaje się też cenić Loretta Lux. Sama przyznaje się do licznych inspiracji – świetnie zna dzieje malarstwa. Przyznaje, że wielki wpływ na nią miały wycieczki z dziadkiem do drezdeńskiego muzeum, w którym poznała dzieła wielu wybitnych mistrzów.

Loretta pracuje bardzo powoli – robi najwyżej kilkanaście zdjęć w roku. Po pierwsze jest perfekcjonistką, po drugie wszystkie jej zdjęcia wymagają obróbki komputerowej, która pochłania dużo czasu. Artystka ma na koncie już wiele wystaw (mimo że pokazuje swoje zdjęcia zaledwie od kilku lat), od Amsterdamu po Nowy Jork, prezentowała je w Tokio, Moskwie, San Francisco, Lozannie. Ma  też już ugruntowaną pozycję na rynku sztuki – jej zdjęcia także świetnie się sprzedają.

Wyobcowanie i dystans, jaki jest zbudowany w fotografowanej scenie napawa widza pewnym niepokojem, stwarza też wrażenie jakiejś emocjonalnej tajemnicy. To, że modelami dla Lux są właśnie dzieci nie jest przypadkowe – bo dzięki temu mamy do czynienia ze swoistym paradoksem: zupełnie "dorosłe" uczucia wywołują kilkulatki, które z realnym świecie raczej nie mają przed dorosłymi wielu tajemnic i nie są odbierane jako osoby o skomplikowanej psychice.

Sama artystka mówi: "Posługuję się postaciami dzieci, żeby pokazać metaforę Raju Utraconego.(…) Moje zdjęcia nie są poświęcone dzieciom – one mówią o straconej niewinności; nawet jeśli ktoś rozpozna na zdjęciu swoje dziecko, to ono istnieje w zupełnie innej rzeczywistości". Nie jest modelem – jest raczej jak aktor w filmie, który pozbawia się własnej osobowości, by odegrać jakąś rolę.
Od niedawna Loretta zaczęła fotografować duety – dobiera dzieci parami. Chce w ten sposób pokazać dodatkowo pewne interakcje; nie tylko indywidualne uczucia, ale też te, które towarzyszą kontaktom z innymi ludźmi.

Więcej zdjęć na stronie artystki: http:/www.lorettalux.de/

Anna Cymer

2 Komentarz(y) do “Loretta Lux”

  1. Fotoamator napisał:

    Strasznie cooltowe foty. Jak sie takie powiedzcie robi? Wydaje mi sie ze wiele ma tu do powiedzenia obróbka. Chodzi mi o to własnie “odrealnienie”. Te fotografie, mówcie co chcecie, nie wyglądają na “po prostu sfotografowane”. Jest w nich cos, co każe nie uwierzyć, że pochodza bezpośrednio z kadru aparatu. Co wy na to?

  2. Fotoamator napisał:

    No tak – doczytałem – przepraszam. Satysfakcja: miałem rację : “Loretta pracuje bardzo powoli – robi najwyżej kilkanaście zdjęć w roku. Po pierwsze jest perfekcjonistką, po drugie wszystkie jej zdjęcia wymagają obróbki komputerowej, która pochłania dużo czasu.” No a że w pierwszej chwili nie przeczytałem całego artykułu tylko rzuciłem nań okiem a wgryzłem się w oglądanie fotek – to już niestety przyznaję sie bez bicia … ;)

Skomentuj