Home  O fotalu  Kontakt  Mapa portalu  RSS 

Eugène Atget

Klasyka, 2006-06-14 13:12

Atget przez 30 lat fotografował Paryż. Pozostawił po sobie ponad 2 tysiące szklanych negatywów oraz 10 tysięcy odbitek. Jego zdjęcia to niezwykła opowieść o mieście, które jest piękne, ale posiada też swoje ciemne strony. Dorobek Atgeta ma dziś podwójną wartość – i jako niezwykłe archiwum świata, którego już nie ma, i jako zbiór doskonałych zdjęć.

Wielu artystów często nagina swoją biografię tak, by okazało się, jak ciężkie mieli dzieciństwo i jak wiele przeciwności musieli w młodych latach pokonać, by dojść na szczyty. Atget nie musiał nic naginać – on rzeczywiście miał trudne dzieciństwo.

Urodził się w 1856 roku w Bordeaux. Osierocony przez rodziców, był wychowywany przez wuja. Jednak wuj nie nadawał się na opiekuna, więc Eugène zaciągnął się na do floty handlowej, gdzie przez lata pracował jako pracownik pod pokładem transatlantyków. Po kilku latach Atget zajął się… aktorstwem. Grał w prowincjonalnych teatrzykach, a ze względu na swoją posturę otrzymywał głównie role złodziejaszków i drobnych przestępców.
Mimo tych na pozór dziwacznych zajęć, których się imał, wciąż w Atgecie trwała pasja malarska. Poznał na swojej drodze wielu artystów pędzla, sam marzył o tym, żeby malować (po śmierci znaleziono w jego pracowni kilka obrazów, które skrzętnie ukrywał przed oczami widzów).

W 1890 roku osiadł w stolicy światowego malarstwa, czyli w Paryżu. I tam odkrył fotografię. Zorientował się, że za pomocą zdjęć można powiedzieć różnie dużo, w równie "artystyczny" sposób, a to medium jest mu jeszcze bliższe niż malarstwo. Dodać tu należy, że Atget nigdy nie uczył się rysunku, malarstwa, fotografii, nie pobierał żadnych nauk w dziedzinach artystycznych.
Słynny Montparnasse, dzielnica lubiana przez artystów, stała się nowym miejscem pracy fotografa. Atget sprzedawał zdjęcia malarzom, jako dokumenty mające im ułatwiać pracę.
Jednak zaczęło go też wciągać samo fotografowanie, dokumentacja miasta, którego – jak wiadomo – uroda już wtedy była legendarna. Atget, ze swoim ogromnym, skrzynkowym aparatem 18×24 cm wędrował więc po stolicy Francji (znany był z rozpoczynania pracy nad ranem, kiedy jak wiadomo jest najlepsze światło), od głównych, najelegantszych ulic, bo peryferie, pełne suszącego się wszędzie prania i umorusanych dzieci. Robił zdjęcia wszędzie i wszystkim – rzemieślnikom i wędrownym sprzedawcom, eleganckim damom na zakupach w butikach, ale też latarniom, sklepom, alejkom w parkach. Wszystko mogło być dla Atgeta atrakcyjne, ciekawe, wszystko potrafił udokumentować w piękny wizualnie sposób.

Bo mimo że Atget chciał zajmować się fotografią "artystyczną", nie poszukiwał w niej nowych form wyrazu, nie manipulował obrazem. Dla niego "artyzm" zdjęć przejawiał się w estetycznym ujęciu, w skadrowaniu obiektu, w sfotografowaniu go w takim świetle – by sam z siebie wydał się ładny. Atget zawsze starał się wydobyć piękno wewnętrzne, które tkwi nawet w obskurnej budzie. Wystarczy uchwycić ją w o odpowiedniej porze dnia, gdy jest najładniej oświetlona oraz wykadrować ją tak, by wydała się np. mniej zniszczona.
Pewne znaczenia dla wyglądu zdjęć miało dyletanctwo i skromne wyposażenie Atgeta. Nie znał się on przecież na niezwykle wówczas skomplikowanych procesach fotograficznych, używał na swoich szklanych negatywach najprostszej emulsji (np. nie była ona czuła na kolory, co wykluczało używanie jakichkolwiek filtrów). Do obliczania czasu naświetlania używał tablic matematycznych, które nie uwzględniały przecież zmiennych warunków oświetleniowych, nastawianie ostrości też często pozostawiał przypadkowi. Obiektywy, jakich używał miały dość wąski kąt widzenia, nie znajdzie się więc wśród jego zdjęć szerokich planów.

Pomimo tego, a może i dzięki temu dziś zdjęcia Atgeta wydają się tak magiczne. Zamglone, rozmyte, nietypowe kadry – wszystko to odrealnia te fotografie, pokazuje Paryż, jaki trudno było zobaczyć idąc po prostu ulicą. I tu tkwią obie największe wartości dorobku Francuza – na jego zdjęciach widzimy miasto, którego już nie ma, ale równocześnie widzimy je w sposób, w jaki nie widzieli go nawet współcześni Atgetowi – w sposób "artystyczny".

Eugène Atget był człowiekiem niezwykle skromnym – za życia właściwie nie prezentował swoich prac, żył z tego, za ile udało mu się poszczególne zdjęcia sprzedać malarzom jako pomoc do szkiców lub turystom. Na wartości jego dorobku poznała się dopiero młoda Amerykanka, Berenice Abbott (czytaj w dziale Klasyka), która poznała Atgeta dosłownie na kilka dni przed jego śmiercią. Zachwyciła się jego zdjęciami, więc odkupiła od spadkobiercy fotografa całe archiwum negatywów i dziś to głównie jej zawdzięczamy to, że fotografia Atgeta jest powszechnie znana. Abbott wykonywała odbitki z negatywów francuza, wydawała je w albumach i pokazywała na wystawach. To jej zasługą jest, że dziś większość pocztówek, jakie można w Paryżu kupić – to zdjęcia Atgeta.

Anna Cymer

Skomentuj