Home  O fotalu  Kontakt  Mapa portalu  RSS 

Clarence H. White i jego droga od księgowości do piktorializmu

Klasyka, 2007-01-03 12:08

Dziś uważany za jednego z najważniejszych fotografów początku XX wieku Clarence H. White był samoukiem. Zaczął robić zdjęcia hobbystycznie, pracując jako księgowy. Okazało się jednak, że jego wrażliwość i talent są wyjątkowe. Dziś White’owi zawdzięczamy nie tylko wiele doskonałych zdjęć (wykonanych w estetyce piktorializmu), ale i kilka pokoleń fotografów, których uczył.

White urodził się w 1871 roku, w Carlisle, w stanie Ohio, zmarł w Nowym Jorku w 1925 roku.
Gdy miał 20 został księgowym w firmie mieszczącej się w miejscowości Newark. Raczej nikt wtedy nie podejrzewał, że młody, cichy pracownik biurowy zostanie fotografem nie tylko powszechnie cenionym, ale też uważanym za twórcę jednego z ważniejszych kierunków w fotografii, który wywarł wpływ na wiele pokoleń twórców.

White zaczął robić zdjęcia w 1893 roku (wyłącznie hobbystycznie!). Jego biografowie łączą to zdarzenie ze ślubem White’a. Czy to żona namówiła go do fotografowania, czy też fakt ożenku stał się bodźcem do dokumentowania świata wokół – nie wiemy, na pewno jednak rok 1893 stał się jedną z ważniejszych dat w życiu późniejszego piktorialisty.
Ucząc się wszystkiego samemu, metodą prób i błędów, metodą samodzielnego poszukiwania właściwych środków wyrazu, White odnalazł w sobie ogromną wrażliwość na światło. Umiejętność kreowania za pomocą miękkiego, łagodnego światła pięknych, nastrojowych scen stanie się wkrótce jego cechą charakterystyczną.

Oczywiście jako samouk i amator, nie zostałby sławnym, gdyby ktoś go nie "odkrył". W 1896 roku White pokazał swoje zdjęcia w Stowarzyszeniu Fotografów Stanu Ohio. I tam właśnie oglądający te prace zawodowcy całkowicie się nimi zachwycili. Od razu dostrzegli talent młodego księgowego, jego wrażliwość i wyczucie.
Kilka lat później (lat wypełnionych nauką, nadal samodzielną, różnych technik fotograficznych) White pokazał swoje zdjęcia na wystawie w Filadelfii. Tam zobaczył je nie byle kto, bo sam Alfred Stieglitz. Od tej chwili wypadki potoczyły się błyskawicznie. Stieglitz – znawca, propagator fotografii, także sam robiący zdjęcia w estetyce piktorializmu (White chyba wtedy sam nie wiedział, jak blisko jego zdjęciom do piktorializmu), natychmiast "zaopiekował się" uzdolnionym przybyszem z Ohio. Dzięki pomocy Stieglitza i innych fotografów jego otoczenia (niedługo zresztą już niczyje wstawiennictwo nie było White’owi potrzebne), w ciągu 10 lat White miał wystawy w Londynie, Berlinie, Paryżu, Glasgow, Wiedniu.
W 1902 roku White, razem ze Stieglitzem, Edwardem Steichenem, Gertrudą Kasebier założył grupę Foto-Secesja (Photo-Secession), której celem było tworzyć w estetyce piktorializmu i popularyzować ten nurt.

Można tu na marginesie przypomnieć, że piktorializm to silny na początku XX wieku styl, który miał wynieść fotografię na pozycję równą malarstwu. Odwieczny "kompleks" fotografii, która pozostawała niedoceniona, ciągle w cieniu malarstwa – tej "prawdziwej sztuki", miał się zakończyć dzięki piktorializmowi. Estetyka, jaką proponowali Stieglitz, White i in. – miękkiego światła, rozmytych kontrastów, podkreślania nastroju, klasycznych kompozycji – czyli efektów jak najbardziej "malarskich" miała pokazać, że fotografia nie służy tylko do mechanicznego dokumentowania rzeczywistości.

W 1906 roku White przeniósł się do Nowego Jorku – to było jedyne miasto, w którym tak naprawdę można było wtedy kontynuować karierę. Został asystentem Stieglitza przy zakładaniu jego galerii fotograficznej na Piątej Alei, robił zdjęcia, wystawiał je, ale też zaczął uczyć fotografii. Na wydziale nauczycielskim Uniwersytetu Columbia i w Brooklyńskim Instytucie Sztuki i Nauki, prowadził też letnie kursy dla młodych amatorów zdjęć. Kilka lat później White otworzył własną szkołę: Clarence H. White School of Photography. Prowadził ją z powodzeniem aż do śmierci.
Tu dobrze ukazuje się niezwykła droga, jaką przebył White – od księgowego, fotografa-amatora z prowincji do powszechnie uznanego artysty i wykładowcy z Nowego Jorku.

Talent i osobowość White’a (który mimo błyskotliwej kariery pozostał "zwykłym" człowiekiem z Ohio) przyciągały wielu naśladowców i uczniów. White lubił uczyć i umiał to robić, nie narzucając swojej wizji. Dzięki temu "spod ręki" fotografa wyszło wielu dziś uznanych twórców – byli to m.in. Laura Gilpin, Dorothea Lange, Margaret Bourke-White, Karl Struss, Paul Outerbridge, Anton Bruehl, Ralph Steiner, Doris Ulmann.

Biografowie i badacze dorobku White’a uważają, że najlepsze zdjęcia stworzył on na samym początku swojej twórczości, gdy fotografia była dla niego objawieniem i gdy miał czas poświęcić jej najwięcej uwagi. Po latach, gdy miał już wyrobioną pozycję, nadal fotografował, zajmował się jednak równocześnie tak wieloma sprawami, że może zaginęła gdzieś ta pierwsza wrażliwość. Nie zmienił się jednak przez cały ten okres jego styl fotografowania, to, jak chciał pokazywać świat.
Łagodne, miękkie zdjęcia White’a, portrety, akty, a nawet widoki miejskie, pozostają zawsze w subtelnej estetyce piktorialnej. Malarskie, nastrojowe – nie dokumentują "na chłodno" świata, a są raczej wizualizacją wrażliwości fotografa. Zdjęcia White’a bardzo często są poetyckie i symboliczne, mogły by był ilustracjami do wierszy, bo są skomponowane w podobnym nastroju. 
Na pewno do dziś powtarzana opinia, że Clarence H. White był nie tylko jednym z najlepszych fotografów początku XX wieku, ale też kreatorem, mającym wpływ na dzieje światowej fotografii na długie lata, nie jest nieuzasadniona.

Anna Cymer

Skomentuj