Annie Leibovitz
Fotografia portretowa, 2006-11-06 11:58
Portret jest jednym z najpopularniejszych tematów fotografii. Mimo to – a może właśnie dlatego – niewielu jest twórców, uznawanych powszechnie za mistrzów w tej dziedzinie. Annie Leibovitz z całą pewnością do tej grupy należy. Jej portrety dokumentują nie tylko najważniejszych ludzi drugiej połowy XX wieku, ale i większość zjawisk kulturowych tamtych lat.
Annie urodziła się w 1949 roku, w Waterbury, w stanie Connecticut. Ojciec fotografki był wojskowym (służył w Air Force, z powodu jego pracy rodzina często musiała się przeprowadzać); matka – która miała ogromny wpływ na córkę – była instruktorką tańca nowoczesnego. To właśnie pod wpływem artystycznych zainteresowań matki Annie wybrała studia w San Francisco Art Institute. Uczyła się gry na instrumentach, komponowała, malowała. Podczas wyjazdu do rodziny na Filipiny Leibovitz zaczęła robić zdjęcia i od tamtej pory to właśnie medium stało się jej ulubionym. Zanim jednak na dobre rozpoczęła się jej kariera Annie spędziła rok pracując w kibucu w Izraelu.
Gdy w 1970 roku wróciła do USA natychmiast dostała propozycję pracy – powstały niedługo wcześniej magazyn "Rollin Stone" szukał fotografa. Można powiedzieć, że przyjęcie propozycji z tego pisma stało się kamieniem milowym w karierze Leibovitz. To wtedy właśnie zaczęła ona portretować ludzi – początkowo głównie gwiazdy rocka. A że profil pisma, w którym pracowała był dość "luźny" – przy aranżowaniu scenerii mogła sobie fotografka na wiele pozwolić – mogła tworzyć zdjęcia oryginalne, dynamiczne, czasem nie przypominające tradycyjnych portretów.
W tym pierwszym okresie sama artystka przyznawała się do największego uwielbienia dla zdjęć Henri Cartier-Bressona i Roberta Franka – czyli twórców nie związanych z fotografią portretową. W szkole studiowała także z inną przyszła sławą fotografii – z Ralphem Gibsonem.
Trzy lata po rozpoczęciu pracy w "Rolling Stone" Annie została szefową działu fotograficznego. Stworzyła wtedy słynny cykl zdjęć z trasy koncertowej zespołu The Rolling Stones w 1975 roku (stała się kimś na kształt "nadwornego fotografa" muzyków), zaś w 1980 powstało chyba najsłynniejsze zdjęcie, jakie wykonała – portret Johna Lennona z żoną, Yoko Ono (było to z resztą ostatnie zdjęcie, jakie zrobiono Lennonowi przed jego tragiczną śmiercią).
Zauroczony jej pomysłami na zdjęcia także Andy Warhol je publikował – w swoim piśmie "Interview".
Po 10 latach błyskotliwej kariery w "Rolling Stone" – gdy Annie była już znaną specjalistką od oryginalnych portretów – fotografka zmieniła pracę. Stała się głównym fotografem w "Vanity Fair", magazynie w całości poświęconym tzw. "clebrities" czyli gwiazdom. Tu otrzymała dużo większe pole do popisu – zaczęła fotografować nie tylko znanych muzyków, ale i aktorów, modelki, polityków, naukowców, wszystkich, o których w danym momencie robiło się głośno.
Jednocześnie prawie każda firma, przygotowująca reklamę z wykorzystaniem ludzkiej twarzy zwracała się do Leibovitz z propozycją zrobienia zdjęć. Wiadomo było, że fotografka potrafi nawet na komercyjne zlecenie zrobić świetne, przyciągające uwagę zdjęcie. Jednym z najlepszych jej tego typu zleceń była kampania reklamowa American Express, w której pojawiły się portrety wielu znanych osób.
Właściwie trudno wymienić sławną osobę, której w tamtych latach Annie nie fotografowała. Nawet robiąc sesję mody artystka potrafiła skupić się na bohaterce, na człowieku, nie zaś stroju. Oryginalne pomysły oraz niezwykle starannie zaaranżowane scenografie stały się jej znakiem rozpoznawczym. Od początku Annie przywiązywała wielką wagę do każdego detalu – wiedziała, że gdy robi się inscenizowane zdjęcia, kreuje nieistniejące światy, należy jak najdokładniej stworzyć każdy drobiazg – tak, by jak najbardziej uprawdopodobnić ten stworzony świat.
Leibovitz nie boi się też łamania tabu, tworzenia zdjęć o mało "popularnej" tematyce. W 1991 roku zrobiła słynne i bulwersujące zdjęcie na okładkę "Vanity Fair" – aktorka Demi Moore w zaawansowanej ciąży pozowała tam nago.
W 1985 roku Leibovitz dostała kolejne – bardzo nietypowe zlecenie: została głównym fotografem na Mistrzostwach Świata w piłce nożnej w Meksyku. Przez cały czas trwania zawodów robiła zdjęcia piłkarzom, sędziom, wszystkim osobom z piłką nożną związanymi.
W 1990 roku Annie stała się już tak znana, że mogła przestać się wiązać z pismami i założyła w Nowym Jorku własne studio. Dzięki temu mogła zacząć robić dużo więcej zdjęć. Rok później otworzyła swoją wystawę w National Portrait Gallery – co jest dużym osiągnięciem dla fotografa – w tej niezwykle nobliwej galerii bardzo rzadko prezentowane są zdjęcia.
Przez większość dorosłego życia Annie związana była z wybitną eseistką i pisarką, Susan Sontag (autorką m.in. znanej książki "O fotografii"). Rozmowy z nią, wspólne spojrzenie na świat inspirowało fotografkę do angażowania się w wydarzenia także mniej bezpośrednio z fotografią związane. Także dzięki uzyskaniu "wolności i niezależności" Annie mogła się – jako fotograf, ale i jako człowiek – zaangażować się w kampanie społeczne. W 1993 roku zrobiła cykl na temat AIDS – dla Fundacji do Walki z AIDS w San Francisco sfotografowała nosicieli wirusa.
Od lat Annie kilka razy już robiła także zdjęcia inne niż portrety – np. cykl aktów – piękne, nastrojowe, poetyckie zdjęcia ukazujące napięte, wysportowane ciała tancerzy i tancerek. Jednak to portret nadal jest główną dziedziną, w której tworzy Leibovitz.
Wiele z cykli wydała i do dziś wydaje Annie w albumach – ze względu na udział znanych osób oraz na niezwykle atrakcyjne wizualnie scenerie zdjęcia te się bardzo podobają i albumy cieszą się powodzeniem wśród czytelników.
Pomysły inscenizacyjne Annie wymagały od jej modeli i modelek odwagi i poczucia humoru. Czarnoskórą aktorkę Whoopie Goldberg Leibovitz zanurzyła w wannie pełnej mleka, Meryl Streep sfotografowała z wykrzywioną twarzą, aktorów z filmu "Blues Brothers" – pomalowanych na niebiesko.
I na tym chyba polega mistrzostwo Leibovitz – ona robi portrety z zachowaniem wszystkich zasad, które powinno takie zdjęcie reprezentować, jednak potrafi z modela wydobyć dużo więcej. Dzięki oryginalnemu pomysłowi, dzięki traktowaniu pozującej osoby jak partnera, dzięki znajomości zasad fotografii, ale i dzięki poczuciu humoru fotografka tworzy prace, w których jest dużo więcej treści niż tylko buzia znanej osoby. Na zdjęciach Annie modele nie prężą się, nie prezentują swoich zalet, skrzętnie ukrywając wady, nie mają makijażu przykrywającego zmarszczki, nie ubierają się w luksusowe kreacje. Jej modele są sobą, są zwykłymi ludźmi, którym zaproponowano pozowanie do nieco szalonego zdjęcia. Są naturalni i widać, że świetnie się przy okazji bawią. I to chyba o to właśnie chodzi…


14.01.2009 14:57
Albo umieściliście tu najsłabsze portrety A.L. albo określenie jej mistrzem jest mocno na wyrost. Wiem, że właśnie rodzi się w was myśl by zlinczować mnie za to określenie, ale tu bardziej chodzi o to kogo się fotografuje; bo gdyby fotografowała przysłowiowego Kowalskiego, nikt nie nazwałby jej mistrzem, taka prawda. Jestem maniakiem fotografii, każdego dnia oglądam zdjęcia na różnych profesjonalnych portalach fotograficznych, udzielam się na forach fotograficznych, chodzę na wystawy i widzę mnóstwo zdjęć niejednokrotnie lepszych od przedstawionych powyżej-lecz nie mistrzów.
14.01.2009 15:04
ale Iggy Pop wymiata
02.10.2009 17:29
Do osoby która pisała przede mną. Zdjęcia tu umieszczone są poucinane, jak da się zauważyć. Wydaje mi się, że jeśli fotografowałaby tego przysłowiowego Kowalskiego to i tak, jakbyśmy zobaczyli jego zdjęcie, nazwalibyśmy ją mistrzem. I nie dlatego bo ma już znane nazwisko, tylko dlatego, bo to zdjęcie byłoby mistrzowskie. W fotografii chodzi nie tylko o modela, ale też o to w jaki sposób się fotografuje. Bez wątpienia Annie Leibovitz potrafi patrzeć, uchwycić nie tylko chwile, ale też uczucia i cechy charakteru, ma dobry kontakt z modelem. I prawda jest taka, iż jest wybitnym fotografem. Nie każdy fotograf uchwyci to coś, nawet jeśli będzie robił zdjęcie miss świata. Wiem o czym mówię, bo uczę się w szkole fotograficznej, i mam z fotografią do czynienia zarówno praktycznie jak i teoretycznie.
i wielki szacunek dla Annie Leibovitz.
14.10.2009 21:21
Ktoś w pierwszym komentarzu napisał, że zostały tu zamieszczone najsłabsze portrety Annie Leibovitz….. moim zdaniem autor pierwszego postu nie umie patrzeć na fotografie, jest jak zresztą sam pisze oglądaczem internetowej twórczości fotograficznej no i właśnie…. od czasu pojawienia się tanich cyfrówek i portali typu onephoto, plfoto itp. nastąpił wysyp portretów, lepszych czy gorszych technicznie ale pod względem przekazu jednakowych – powstał taki internetowy standard gdzie jakiekolwiek odstępstwo, inny kadr, złamana perspektywa i “takie tam” traktowane są jak błędy dyskwalifikujące pracę. I co możemy oglądać – znudzoną modelkę często stylizowaną jak ze stron XXX z pustym spojrzeniem, pokrytą plastikiem PSa w ciasnym kadrze. I w pewnym momencie pojawia się zdjęcie Annie Leibovitz nie pasujące do zdjęć dzisiejszego internetu, inne, inaczej zrobione. Jest niekoniecznie w mocnych punktach, z kadrem “nie w tą stronę” , niby portret ale szeroko wiec pojawia sie krytyka że jak tak można, gdzie to mistrzostwo L.A. że jest sławna bo fotografuje sławnych. Tutaj taka moja mała prośba do krytyków – popatrzcie na całość zdjęcia a nie tylko na portretowaną osobę, dajcie sie poprowadzić – zaglądnijcie na drugi, często i trzeci plan takiego zdjęcia – tam się najwięcej dzieje. Tam znajdziecie wiele drobiazgów, różnych przedmiotów pozornie nie związanych z danym zdjęciem , grę cieni i świateł, widok za oknem, czasami wypadnięcie kadru poza tło ukazujące świat studia, czy w zdjęciach plenerowych cały plan za fotografowanym modelem który żyje swoim życiem. Nad pracami A.L. warto trochę przysiedzieć, poświęcić każdej z osobna chwilę czasu a pewnie uda Wam się odczytać historię opowiadaną przez autorkę przy udziale znanej osoby, którą przedstawia portret a która jest niejako wplątana w ten cały majstersztyk fotografii Leibovitz. Przyjrzyjcie się też samemu modelowi – jego wzrok podąża za elementami planu, gesty, cała sylwetka, poza jest wpisana jakby w środowisko zdjęcia, znajduje się w czymś na kształt swojego naturalnego środowiska. Moim zdaniem Annie Leibovitz jest mistrzynią kreacji i fotografii człowieka z jego emocjami, zaletami ale i wadami nieraz delikatnie podkreślonymi. Na fotografiach Annie nie znajdziecie tępego wzroku woskowej lali na szarym tle splastyfikowanej w PSie. I to jest właśnie mistrzostwo….może kiedyś zrobie choćby podobne zdjęcie – bardzo bym chciał.
11.11.2010 20:50
nie znam się na fotografii i nie bardzo potrafię o niej dyskutować, ale to za co lubię zdjęcia LA to jej absolutnie genialna umiejętność uchwycenia charakteru osoby fotografowanej, jej “archetypiczności”, np. zdjęcie Arnolda – ależ on wygląda na tym koniu! Czy Goldberg – roześmiana czekoladka w mleku
11.11.2010 20:52
nie znam się na fotografii i nie bardzo potrafię o niej dyskutować, ale to za co lubię zdjęcia LA to jej absolutnie genialna umiejętność uchwycenia charakteru osoby fotografowanej, jej “archetypiczności”, np. zdjęcie Arnolda – ależ on wygląda na tym koniu! Czy Goldberg – roześmiana czekoladka w mleku, czy wspomniany wyżej Iggy – prawda jak po nim widać, co to za gość i, że wiele przeżył
?
01.07.2011 12:04
Jestem początkującym fotografem. Nie znam się jeszcze za bardzo na fotografii, ale muszę się z niektórymi nie zgodzić. Według mnie te zdjęcia są fenomenalne. Pokazują różnych ludzi (sławnych) i uważam, że są one ukazane w inspirujących momentach i sytuacjach. Dzięki A.L. pokochałam fotografię.