Andres Serrano
Artyści, 2006-10-30 10:59
“Artysta nie może tworzyć, jeśli nie ma jakiejś obsesji. Ja swoją mam”, mówi obrazoburca i prowokator, a jednocześnie jeden z bardziej znanych współczesnych artystów, Andres Serrano. Obrzędy i symbole religijne oraz różne społeczne tematy tabu, jak śmierć czy rasizm są dla niego tematami do bardzo odważnych wypowiedzi artystycznych.
Serrano urodził się 15 sierpnia 1950 roku w Nowym Jorku, w którym mieszka i tworzy do dziś.
Matka artysty – pochodzenia afro-kubańskiego oraz ojciec – uchodźca z Hondurasu, byli ortodoksyjnymi katolikami, podobnie jak większość sąsiadów. Andres dorastał więc na Brooklynie, wśród niezliczonych symboli religijnych i obrzędów z religią związanych. Kilka lat po narodzinach syna rodzinę opuścił ojciec; Andres został więc z matką, która nie tylko bardzo słabo mówiła po angielsku, jak również – we względu na problemy psychiczne – była często hospitalizowana.
Serrano dość wcześnie opuścił dom rodzinny, zaś po wizycie w Metropolitan Museum of Art postanowił rzucić "zwykłą" szkołę i zostać artystą. Całe dnie spędzał w muzeum, studiując renesansowe malarstwo i religijną ikonografię. Uczęszczał też wtedy (w latach 1967-69) do szkoły artystycznej przy Muzeum Brooklińskim. Młody wiek i nadto "artystyczne" towarzystwo wpędziły Andresa w narkotyki, z którymi miał kłopot aż do 28 roku życia.
Dopiero wtedy bowiem, po kilku aresztowaniach i okresie "życia na ulicy", artysta zaczął szukać pracy. Objął stanowisko asystenta w agencji reklamowej, i tam na dobre zainteresował się fotografią. Zdjęcia robił już wcześniej, ucząc się w szkole, jednak dość szybko pasję zarzucił. Wrócił do niej po latach już z przekonaniem, że to właśnie jest dziedzina sztuki, przez którą najlepiej mu się wypowiadać.
Bo należy od razu pokreślić: Serrano nigdy nie uważał się za fotografa. Sam o sobie mówi, że jest artystą posługującym się fotografią, a to nie to samo.
Początkowo Serrano fotografował pejzaże i portrety, jednak pierwsza jego ważna praca – to cykl będący już przejawem jego – jak sam to określa – obsesji. Cykl dużych zdjęć (0,5×0,8m; jako dowód na brak cyfrowej manipulacji wszystkie zdjęcia Serrano – to klasyczne odbitki, nie cyfrowe wydruki), w których łatwo można odnaleźć inspiracje dadaizmem i surrealizmem, to "martwe natury", kompozycje złożone z religijnych symboli, surowego mięsa, martwych zwierząt i ludzkich organów. Ta pierwsza praca od razu wywołała ogromne kontrowersje, a jednocześnie stała się pierwszą z cyklu prac wielu na ten sam temat.
Od tego czasu (czyli od połowy lat 80.) Serrano zajmuje się tematami, które w społeczeństwie są zazwyczaj przemilczane. Często łączy ze sobą klika tematów, tworząc dzieła, w których przenikają się ze sobą: śmierć, sex, religia, brutalność i obsceniczność.
Serrano – niezależnie na jaki temat tworzy zdjęcia – posługuje się zawsze "autentycznymi" przedmiotami: ludzkie organy wykupuje z kostnic, w tychże fotografuje ofiary różnych chorób i wypadków, używa prawdziwej krwi i mięsa. Tak przynajmniej twierdzi. Podobnie jak podkreśla, że w swoich pracach nie korzysta z żadnych cyfrowych manipulacji.
W 1987 roku powstało dzieło, które nagłośniło nazwisko Serrano na całym świecie. "Piss Christ" – zdjęcie szklanego pojemnika wypełnionego moczem, w którym artysta zanurzył krucyfiks. Szok i alarm, jaki podniósł się po zaprezentowaniu tej pracy przyniósł oczywiście artyście sławę, ale spowodował też ogólnoświatową dyskusję na temat granic sztuki i tematów, które nie są właściwe dla artystycznego przetworzenia.
Sam Serrano na wszystkie zarzuty odpowiadał: "Jako osoba wychowana w religii katolickiej i ktoś, kto nigdy nie odwrócił się od chrześcijaństwa, mam wszelkie prawa, by na temat religii się wypowiadać". Często też musiał odrzucać zarzut, że jest heretykiem.
Kolejne prace Serrano nadal dotyczą człowieka w najbardziej dosłownym znaczeniu. Zwłoki osób, które zmarły w wyniku tragicznych wypadków, m.in. w pożarach; cykl zdjęć "Body Fluids" – pokazujący płyny, którymi wypełnione jest ludzkie ciało; portrety bezdomnych; obrazoburcze fotografie, na których księża wykonują nieprzyzwoite czynności; cykl portretów członków rasistowskiego Kuk-Lux-Klanu.
Pośród setek wypowiedzi potępiających twórczość Serrano pojawiają się głosy zrozumienia dla jego sztuki. Siostra Wendy Beckett, zakonnica zajmująca się historią i krytyką sztuki, po zobaczeniu "Piss Christ" wyraziła się o tej pracy bez potępienia, mówiąc, że tylko konserwatywne i zachowawcze kręgi kościoła nie umieją zrozumieć krytycznego, a nie obrazoburczego wydźwięku tej pracy.
Tak też zazwyczaj analizuje się zdjęcia Serrano. Jako krytykę nie tylko skostniałej nieco już religii, ale też w ogóle wielu społecznych tabu. Serrano chce pokazać, jak dalece ludzie są zakłamani, unikając pokazywania np. swojego ciała, brzydząc się widoku organów wewnętrznych, które przecież każdy ma.
Podobnie jest z religią. "Moja sztuka jest religijna, ale nie sakralna", mówi Serrano i pokazuje od wieków skostniałe symbole, do których wszyscy podchodzą bez refleksji; pokazuje, jak potrzebna jest debata, na temat "modernizacji" religii w obliczu zmieniającego się świata.
Obrońcy artysty często podkreślają krytyczną wymowę jego prac, zaznaczając, że wszelka krytyka wynika ze strachu przed "prawdą, która te prace ukazują", nie zaś ze zwykłego oburzenia, że Serrano jest krytykowany jako reformator, nie bluźnierca.
Poza zdjęciami na temat jego "obsesji" Serrano jest od czasu do czasu proszony o wykonanie sesji jakiejś znanej postaci. Na takie sesje godzą się nieliczni – Serrano ma opinię bezwzględnego twórcy, który na pewno nie wykona "cukierkowych" portretów, upiększających modela. Jeśli już znana osoba godzi się na takie zdjęcia, to po pierwsze wiadomo, że to postać odważna, po drugie wiadomo, że powstaną zdjęcia różniące się od większości fotografii w kolorowych magazynach.
Oczywiście nie można zaprzeczyć, że Serrano posługuje się językiem brutalnym w swojej dosłowności, że szarga świętości i świadomie burzy wszelkie tematy tabu, przekraczając granice nie tylko dobrego smaku, ale i intymności. Jednak równocześnie jest artystą, który za pomocą fotografii nie boi się mówić o sprawach, o których nie mówią osoby do tego powołane (np. księża o reformie religii). Tworzy zdjęcia, które oburzają i obrzydzają, które jednak po chwili zaczynają skłaniać każdego do refleksji. Może właśnie ten brutalny, bezwzględny język wypowiedzi jest najbardziej skuteczny?
